Bieszczady pełne są miejsc magicznych. Jak mówi popularne powiedzenie, odwiedza się je tylko raz, a potem się tu już tylko wraca. Jednym z nich jest na pewno schronisko „Chatka Puchatka” na Połoninie Wetlińskiej. Można chyba śmiało powiedzieć, że jest ona dla Bieszczadów tym, czym Morskie Oko dla Tatr. Co roku pielgrzymują tu rzesze niezliczonych turystów. Latem robi się tu naprawdę tłoczno, ale nawet po sezonie, późną jesienią, czy zimą spotkamy tu innych piechurów zmierzających w to niezwykłe miejsce, bądź nawet tu nocujących. Co ich tu przyciąga i czy naprawdę warto? O tym wszystkim poniżej.
Skąd wzięła się nazwa „Chatka Puchatka”? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie pasuje ona kompletnie do Bieszczadów, do ich przyrody, historii, czy tradycji. Okazuje się jednak, że ma ona swoje uzasadnienie. Otóż w pierwszych latach istnienia tu schroniska przybywało do niego zdecydowanie mniej turystów niż obecnie. Było ono nieczęsto odwiedzane, a co za tym idzie dominowało tu poczucie pustki, odcięcia od świata i znajdowania się na kompletnym odludziu. Do dziś mogą to sobie wyobrazić te osoby, które mają szczęście znaleźć się tu w dniu gdy nie ma tu innych piechurów. Poczucie samotności tu pod bieszczadzkim niebem jest wtedy dominujące i bardzo przejmujące.
To właśnie o nim w jednym ze swoich reportaży wspomniał znany polski żeglarz Leonid Teliga. Napisał on, że „czuje się na swojej łajbie zagubionej na bezmiarze oceanu, jak ta samotna Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej”. Nazwa ta chwyciła i weszła do powszechnego użytku. Przez pewien czas Chatka znana była także jako „Tawerna” oraz „Republika Wetlińska”. Z czasem jednak nazwy te zniknęły z potocznego użytku, a próbę czasu przetrwała jedynie ta znana do dzisiaj.
Chatka Puchatka nie zawsze była tym, czym jest dzisiaj i nie zawsze była też tak popularna. Jej początki sięgają lat 50. XX wieku, kiedy to pełniła swoją pierwotną rolę punktu obserwacyjnego obrony przeciwlotniczej. Każdy kto był w Chatce chociaż raz na pewno doskonale to zrozumie rzuciwszy okiem dookoła. Z miejsca, w którym stoi schronisko rozpościera się wszak niezrównana panorama w promieniu 360 stopni. Przy dobrej widoczności możemy stąd dostrzec nawet Gorgany na Ukrainie. Chatka dopiero w roku 1956 została przekazana rzeszowskiemu oddziałowi PTTK z przeznaczeniem na cele turystyczne.
W tamtym czasie Bieszczady wyglądały zgoła inaczej niż obecnie. Nie było jeszcze asfaltowych dróg łączących dzisiaj leżące u podnóża połonin miejscowości, a dostanie się w te strony było nie lada wyzwaniem. Jeszcze gorzej było z transportem wszelkiego sprzętu oraz materiałów budowlanych. Wszystko to sprawiało, że zagospodarowanie Chatki na potrzeby schronisko było praktycznie niemożliwe. PTTK miało także poważne trudności ze znalezieniem potencjalnego nawet kierownika schroniska. W związku z powyższym przez prawie dwa lata stało ono opuszczone. Nocowali tu jedynie przypadkowi turyści na dziko.
Prze okres nieużytkowania budynek uległ znaczącej dewastacji. Turyści na swoje potrzeby palili deski podłóg, drzwi, czy sufitów jako, że po najbliższe drzewo na opał trzeba było schodzić dość daleko w dół aż do granicy lasu. Schronisko zniszczałoby zapewne doszczętnie gdyby nie harcerze, którzy jako pierwsi zgłosili chęć jego renowacji. W odnowionej Chatce spać mogło naraz 40 osób. Schronisko funkcjonowało jednak tylko w okresie letnim, po którym okna i drzwi budynku zabijano deskami i tak czekał on na kolejne lato.
Po harcerzach schroniskiem zajęli się studenci. Ich nastanie tutaj zbiegło się z oddaniem do użytku asfaltowej drogi biegnącej aż do Wetliny znanej jaka „obwodnica bieszczadzka”. Ułatwiło to zdecydowanie przybywanie w te strony i wzmogło ruch turystyczny. W latach 1965-66 PTTK przeprowadziło kolejny remont budynku. Prawdziwy przełom nastąpił jednak dopiero w dniu 1 czerwca 1967 roku, w którym to schronisko oddano w dzierżawę Ludwikowi Pińczukowi. Prowadzi je on po dziś dzień.
Ludwik Pińczuk, zwany popularnie „Lutkiem”, to istna bieszczadzka legenda i jeden z ostatnich tzw. „bieszczadzki zakapiorów”. Co ciekawe urodził się on w byłej Jugosławii aby zamieszkać na Śląsku. Parał się on tam trudnym zawodem górnika, jednak to nie był jego świat. Pewnego razu wpadła mu w ręce broszura namawiająca do wyjazdu w Bieszczady w celu zarobkowego zbierania jagód. Tak trafił w góry, które miały się stać dla niego domem na długie lata.
Nie osiadł tu jednak od razu. W początkowym okresie wielokrotnie wyjeżdżał stąd i wracał. Los nie od razu skierował go też do Chatki. Początkowo Lutek mieszkał w Berehach Górnych. Dopiero którejś zimy trafił do niszczejącego schroniska i poczuł, że to byłoby miejsce dla niego. Tak rozpoczęła się trwająca do dziś kilkudziesięcioletnia epopeja. Lutek wielokrotnie przedłużał swoją umowę na zarządzanie Chatką. Pytany w jednym z wywiadów czy nie ma dość Bieszczadów powiedział kiedyś, że góry te są tak zmienne, posiadają tyle odcieni i barw pogody, klimatu, atmosfery danego dnia, że człowiek nigdy się tym nie jest w stanie znudzić. Nie możemy się z tym nie zgodzić…
Chatka Puchatka położona jest w bardzo dogodnym dla piechurów miejscu. Wiedzie tu kilka szlaków prezentujących różną długość i stopień trudności. Możemy się tu dostać:
Zastanawiając się, który szlak wybrać należy najpierw zadać sobie pytanie o to na czym nam zależy. Jeśli chcemy dostać się do Chatki w jak najkrótszym czasie wówczas najlepszą opcją będzie szlak żółty z Przełęczy Wyżnej. Jest on szczególnie polecamy gdy chcemy spod Chatki podziwiać zachód słońca. Również powrót w takiej sytuacji będzie bardzo dogodny. Samochód możemy zostawić na obszernym parkingu na Przełęczy i wrócić do niego nawet po zmroku o ile tylko zaopatrzymy się w dobre latarki.
Jeśli z kolei zależy nam na widokach w takim razie zdecydowanie powinniśmy wybrać szlak z Przełęczy Orłowicza. Jest on dość długi i miejscami trudny technicznie ale wynagradza niezwykłymi panoramami we wszystkich kierunkach. Na samą Przełęcz Orłowicza możemy się także dostać na kilka sposobów. My sami polecamy wejście z Suchych Rzek. To na tym szlaku będziemy zazwyczaj sami, nie spotkamy innych turystów i zaznamy słynnej bieszczadzkiej ciszy i spokoju.
Po tym wszystkim co zostało napisane powyżej wypada się jeszcze zastanowić czy Chatka Puchatka jest dogodnym celem wycieczki dla każdego z nas? Czy osoby starsze, dzieci albo po prostu piechurzy z gorszą kondycją również mogą planować wędrówkę w to urokliwe miejsce? Czy planując kolejną wyprawę w Bieszczady powinniśmy do naszego planu dołączyć także Chatkę?
Odpowiedź na wszystkie powyższe pytania jest jak najbardziej twierdząca! Na całe szczęście to jedno z najpiękniejszych miejsc w Bieszczadach jest stosunkowo łatwo dostępne. Każdy turysta, niezależnie od wieku, czy doświadczenia dotrze tutaj bez większego trudu. Oczywiście każda wycieczka wymaga odpowiedniego przemyślenia. Już jednak minimalne przygotowanie, jak chociażby dobór odpowiednich butów, sprawi, że będziemy mogli się cieszyć wspaniałą górską wędrówką.
Chatka Puchatka, tak jak zostało to napisane na samym początku, to miejsce magiczne. Kto był tu chociaż raz jak urzeczony będzie wracał już w nieskończoność. Schronisko szczególne wrażenie robi jesienią gdy wokół otaczają nas barwy jak z palety malarza. Chyba jeszcze bardziej nieziemsko wygląda w środku mroźnej i śnieżnej zimy gdy jego ściany oblepiają grube zwały śniegu i lodu uformowane przez wiatr w najdziwniejsze kształty. Chatka przyciąga jak magnes o każdej porze roku. Kto kocha Bieszczady ten musi odwiedzić to niezwykłe miejsce!
Najpiękniejsze miejsca w Bieszczadach… Jak je wskazać? Jak powiedzieć, które zasługują ta takie miano? Jest ich przecież tak wiele… Jednych przyciągają w te strony wspaniałe górskie szlaki, innych niezliczone tutejsze atrakcje, jeszcze innych niezwykła bieszczadzka historia albo możliwość wypoczynku nad Jeziorem Solińskim. Niezależnie od tego czy wypoczywamy w tych stronach sami, z dziećmi, a nawet z niemowlakiem, każdy znajdzie tu coś dla siebie, także podczas niepogody. Bieszczady cechuje niespotykana różnorodność zabytków, które warto zobaczyć, czy sposobów na aktywne spędzanie czasu. Ta różnorodność przejawia się także w olbrzymiej ilości miejsc, które moglibyśmy nazwać najpiękniejszymi. Wybór jest naprawdę trudny, ale mimo to poniżej przedstawiamy naszą krótką i oczywiście subiektywną listę atrakcji, które sami uważamy za najpiękniejsze miejsca w Bieszczadach.
Wymieniając najpiękniejsze miejsca w Bieszczadach nie możemy nie zacząć od naszego ulubionego, czyli od cerkwi w Smolniku nad Sanem. Jest to ten zakątek Bieszczadów, do którego zaglądamy nieraz nawet kilka razy w ciągu dnia przy okazji każdej z naszych
wypraw w te piękne góry. Wracamy tu o różnych porach roku, różnych porach dnia, przy coraz to innym oświetleniu. Jest to chyba najbardziej „obfotografowane” przez nas miejsce. Uwielbiamy je odwiedzać szczególnie popołudniami, gdy pomarańczowe promienie zachodzącego słońca wydobywają z cerkwi niezwykłe barwy oraz zapach rozgrzanego, wiekowego drewna.
Dlaczego bez zastanowienia wymienimy cerkiew w Smolniku nad Sanem na pierwszy miejscu tych najpiękniejszych w całych Bieszczadach? Przemawia za tym wiele. Od naszej pierwszej wizyty w tych stronach urzekło nas położenie cerkwi. Stoi ona dziś samotnie w otoczeniu sędziwych drzew i kilku ledwie dostrzegalnych nagrobków na wzgórzu wznoszącym się nad okolicznymi dolinami. Roztacza się stąd piękny widok chwytający za serce szczególnie o zachodzie słońca.
Cerkiew w Smolniku to także niemy świadek burzliwej i okrutnej historii Bieszczadów, który jakimś cudem przetrwał dziejową zawieruchę. Smolnik to przecież jedna z setek dawnych bojkowskich wsi jakich setki pokrywały Bieszczady aż do okresu, który nastąpił bezpośrednio po II wojnie światowej. Cerkiew w tej dobrze prosperującej wsi była świątynią dla Smolnika i sąsiedniego Procisnego. To tu wierni spotykali się na nabożeństwa. Smolnik i Procisne po wojnie spotkał los innych wsi pełnych rdzennych mieszkańców Bieszczadów. Na fali wysiedleń obie osady przestały właściwie istnieć. Dziwnym i cudownym zbiegiem okoliczności samej cerkwi udało się przetrwać. Do dziś stoi tam gdzie stała przed wiekami dając unikatową możliwość przypomnienia sobie jak niegdyś wyglądały Bieszczady.
Zastanawiając się jakie są najpiękniejsze miejsca w Bieszczadach nie możemy pominąć jednego z najbardziej znanych masywów górskich z jego mitycznym schroniskiem – Chatką Puchatka. Mowa tu oczywiście o Połoninie Wetlińskiej. Połonina ta jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych bieszczadzkich symboli, króluje na pocztówkach, w kalendarzach i fotorelacjach turystów. Nic w tym dziwnego, jest to wszak miejsce wyjątkowe.
O popularności Połoniny Wetlińskiej decyduje wiele. Po pierwsze masyw ten charakteryzuje centralne, bardzo dogodne dla piechurów położenie. Po drugie biegnie tu znaczna ilość szlaków o różnym stopniu trudności. Każdy może wybrać coś dla siebie począwszy od krótkich i szybkich podejść, aż do mozolnych długich wędrówek. Ścieżki wiodące na szczyt różnią się także popularnością, dzięki czemu można go zdobywać kilka razy, za każdym doświadczając innych wrażeń i spotykając raz mniej, a raz więcej turystów po drodze. Po trzecie, co chyba najważniejsze, to właśnie tutaj znajduje się najbardziej popularne bieszczadzkie schronisko – wspomniana już Chatka Puchatka.
Połonina Wetlińska to także doskonały punkt widokowy z przepiękna panoramą roztaczającą się we wszystkich kierunkach. Ze szczytu mamy wspaniały wgląd w Gniazdo Tarnicy i daleko na ukraińską stronę Bieszczadów. Zapierających dech w piersi jest także widok stąd na położony tuż obok masyw Połoniny Caryńskiej. Połonina Wetlińska jest także ulubionym miejscem osób pragnących zobaczyć zachód słońca w górach. Słowem, będą w Bieszczadach obowiązkowo musimy się tu wybrać.
Krywe to kolejna nieistniejąca dziś bojkowska wieś nierozerwalnie związana z bieszczadzką historią oraz ten zakątek gór, którego nie sposób pominąć wymieniając najpiękniejsze miejsca w Bieszczadach. Przed dekadami Krywe, podobnie jak Smolnik, było tętniącą życiem rusińską wsią, po której do dzisiaj zostały już tylko niknące powoli w trawie i gąszczu krzewów ślady.
Jeden z nich jest jednak szczególnie wyjątkowy i z powodzeniem może konkurować z cerkwią w Smolniku o miano najpiękniejszego. To ruiny murowanej cerkwi stojącej na wzgórzu Diłok wznoszącym się ongiś na sznurem bojkowskich chat w dolinie pobliskiego potoku, a dziś górujące jedynie nad niemym pustkowiem. Do dziś zachowały się one w stosunkowo dobrym stanie i stanowią niezwykły dowód na to, że na tym odludziu kiedyś kwitło życie.
Krywe warto odwiedzać o każdej porze roku. Miejsce to zawsze wygląda naprawdę magicznie. Zimą drzemie pod ciężkimi czapami głębokiego śniegu, wiosną tonie w morzu kwiatów, latem niknie w bujnej zieleni, a jesienią odpoczywa spokojnie wśród istnej feerii barw. Jest to wymarzone wprost miejsce dla osób kochających dziką przyrodę oraz wszystkich fascynatów historii, którzy lubią zadumać się nad ludzkim losem.
Bukowe Berdo to kolejna z propozycji górskich wycieczek, jakie przychodzą do głowy gdy rozważamy jakie najpiękniejsze miejsca w Bieszczadach trzeba koniecznie zobaczyć. Bukowe Berdo to fragment tzw. Gniazda Tarnicy. To właśnie tędy wiedzie jeden z piękniejszych, a nieco mniej uczęszczanych szlaków na najwyższy szczyt Bieszczadów, który wybierając turyści chcący zdobyć go bez tłumów i ścisku po drodze. Swoją popularność Bukowe Berdo zawdzięcza kilku faktom.
Jest to przede wszystkim szlak w sam raz dla każdego. Nie należy może do najkrótszych, ale z drugiej strony nie jest jednym z tych bieszczadzkich szlaków, na których spędzimy 8 godzin mozolnie pnąc się pod stromy szczyt. Roztaczają się stąd wspaniałe widoki na sam szczyt Tarnicy i Krzemienia, na masyw Połoniny Caryńskiej oraz na dolinę górnego Sanu z terenami dawnych bojkowskich wsi wokół. Jego głównym atutem jest jednak wspomniany już relatywny spokój w porównaniu do chociażby szlaku na Tarnicę z Wołosatego. Każdy kto kocha góry powinien chociaż raz zdobyć zbocza Bukowego Berda, a najlepiej wybrać się tędy dalej, na Krzemień i Tarnicę.
Ostatnim miejscem, które przychodzi nam na myśl, gdy zastanawiamy się jakie najpiękniejsze miejsca w Bieszczadach warto odwiedzić jest kirkut w Lutowiskach. Ten zapomniany przez lata żydowski cmentarz jest kolejnym dowodem jak skomplikowana i okrutna była tu historia. Lutowiska to niewielka miejscowość na obrzeż Bieszczadów leżąca tuż przy granicy z Ukrainą. Nie zwracają one dziś uwagi niczym szczególnym. Znajduje się tu sklep, restauracja, szkoła. Mało kto wie, że przed laty Lutowiska były słynącym na całą Europę wschodnią miejscem cyklicznych jarmarków, na których handlowano wołami wypasanymi w Bieszczadach przez Bojków. Handlem zajmowali się przy tym głównie Żydzi i całe Lutowiska były miasteczkiem przeważająco żydowskim.
Historia zgotowała im los znany z innych części naszego kraju i całej Europy. Niemal wszyscy żyjący tu Żydzi zostali zamordowani przez hitlerowców w trakcie II wojny światowej. Ich domy oraz tutejsze synagogi zostały spalone, a po dawnej świetności Lutowisk nie został właściwie żaden ślad. Jednym z nielicznych wyjątków jest właśnie wspomniany kirkut. Znajduje się on na niewielkim wzniesieniu za szkołą. W gęstej, wysokiej trawie skrywa się według różnych szacunków nawet ok. 2000 macew dających świadectwo jak duża była niegdyś tutejsza żydowska gmina. Płyty nagrobków w części są zdewastowane, niektóre leżą na ziemi, inne chylą się już ku upadkowi. Miejsce to jest naprawdę niezwykłe, napawa zadumą nad tym jaki los potrafią zgotować ludzie ludziom.
Opisując najpiękniejsze miejsca w Bieszczadach nie sposób wymienić ich wszystkich. Trudno byłoby je nawet zliczyć, zresztą kto by chciał wiedzieć ile ich jest… To przecież ta wydawałoby się niekończąca się mnogość możliwości sprawia, że raz po raz wracamy w te strony. Co i rusz zaskakuje nas tutaj coś nowego i chyba naprawdę nie chcielibyśmy, aby te wszystkie wspaniałe, piękne miejsca, które warto zobaczyć się nam skończyły. Chcemy przecież tu wracać raz po raz i zawsze odkrywać coś nowego…
Czy jesień w Bieszczadach to dobry pomysł na urlop? Bieszczady przyciągają przecież o każdej porze roku… Zima kojarzy się ze tu z radosnymi świętami Bożego Narodzenia albo z feriami zimowymi. To głębokie zaspy śniegu, połoniny smagane lodowatym wiatrem, karłowate buki na granicy lasu pokryte grubymi soplami lodu przybierającymi kształty rodem nie z tego świata. Zima to siarczyste mrozy oblekające wszystko co tylko możliwe w szatę skrzącej się szadzi przywołującej na myśl baśnie o krainie lodu. To także długie wieczory spędzone przy kominku gdy za oknem króluje ciemna jak smoła czerń bieszczadzkiej nocy.
Wiosna to bardzo powoli i nieśmiało pojawiające się na gałązkach drzew i krzewów jasnozielone pączki. To morza kaczeńców w rowach przy drogach, szum na nowo płynących potoków, które przez długie zimowe miesiące spały skute lodem. To mgły snujące się w dolinach oraz białe połacie tarniny kwitnącej na zboczach. To także powolne budzenie się do życia przyrody gór – w dolinach często króluje już zieleń, ale szczyty nadal świecą rudymi, jak gdyby jesiennymi trawami.
Lato to istna orgia zieleni, która dominuje dosłownie wszędzie. To trawy wyższe od dorosłego człowieka i łąki tętniące życiem milionów owadów. To kolarz wszelkich możliwych kolorów kwitnących kwiatów i traw. To długie dni kończące się zapierającym dech w piersiach zachodami słońca. To także skwar, upał, palące słońce w ciągu dnia, po którym znajdujemy chwilę ukojenia dopiero późnym wieczorem.
A jesień? No właśnie, jak wygląda jesień w Bieszczadach? Przez wielu jest ona przecież uważana za najlepszą porę roku na zorganizowanie wyprawy w Bieszczady. Dni stają się już krótsze. Letni skwar ustępuje miejsca chłodowi, wieczorem i rano znów pojawiają się gęste jak mleko mgły. To co dzieje się w przyrodzie przyprawia o zawrót głowy. Jaskrawa letnia zieleń powoli ciemnieje by następnie ustąpić miejsca milionom kolorów i odcieni żółci i czerwieni. Bieszczady pokryte w znacznej części przez lasy liściaste zaczynają wyglądać jak namalowane przez malarza. Widok ten jest całkowicie nierealny, mamy ochotę przetrzeć oczy i upewnić się, że to co widzimy istnieje naprawdę.
To właśnie to niezwykłe przedstawienie przygotowywane dla nas co roku przez bieszczadzką przyrodę i naturę zwabia w te piękne okolice tysiące turystów. Są i tacy, którzy uważają, że nie ma co przyjeżdżać w te strony latem, gdy góry są zdecydowanie bardziej zatłoczone. Zastanówmy się zatem co oferuje nam jesień w Bieszczadach i jak możemy tu spędzić nasz posezonowy urlop.
Wspaniałe bieszczadzkie szlaki górskie są chyba tym co najbardziej przyciąga w te strony. Nie należą one przy tym do najłatwiejszych. Bieszczady, jako góry należące do Karpat Wschodnich, posiadają wszystkie ich cechy. Spotkamy się tu zatem ze znacznym nachyleniem stoków, bardzo gęstymi lasami, niezwykle śliskim i miejscami głębokim błotem oraz uporczywym skwarem w szczytowych partiach szlaków na bezdrzewnych połoninach. Mimo wielu trudów związanych z pieszymi wędrówkami w Bieszczady co roku przyjeżdżają tysiące turystów szukających ciszy, spokoju i oderwania od codziennych problemów.
Prawdą jest jednak, że w związku z rosnącą popularnością Bieszczadów, szczególnie w okresie letnim, coraz trudniej o ciszę i spokój na szlakach. Niemal w trakcie każdej wycieczki spotkamy tu dużą ilość innych piechurów również delektujących się pięknem bieszczadzkiego kresu. Powstaje zatem pytanie o to w jaki sposób odpocząć w tych stronach w górach i jednocześnie nie spotkać nikogo na szlaku? Wydaje się, że jesień w Bieszczadach jest znakomitą odpowiedzią.
Niedługo po rozpoczęciu roku szkolnego kiedy to z gór znikają głośne wycieczki w Bieszczady wraca ich naturalny, dziewiczy urok. Jeśli pokusimy się o wyjazd w te strony jeszcze późniejszą jesienią – w październiku, albo najlepiej w listopadzie – wówczas samotna wędrówka górska jest niemal murowana. To właśnie wtedy będziemy mogli w spokoju i zadumie maszerować zatopieni w naszych myślach, podziwiać piękne bieszczadzkie widoki i niezwykłą grę jesiennych barw.
Bieszczady słyną także z ciekawej i zawiłej historii. Poszukując zatem koncepcji na to jak spędzić jesień w Bieszczadach jednym z lepszych pomysłów będzie skupienie się w trakcie naszego wyjazdu na próbie odnalezienia wielu nadal istniejących śladów burzliwej przeszłości tych pięknych gór. Jedną z możliwości będzie odwiedzenie którejś z do dziś stojących bieszczadzkich cerkwi. W tym jednak przypadku w większość poszukiwanych przez nas miejsc dojedziemy po prostu samochodem. Jeśli zaś chcemy poczuć dreszczyk emocji związany z prawdziwymi poszukiwaniami, a jednocześnie spędzić cały dzień w terenie na wędrówce wówczas zdecydowanie powinniśmy zabrać się za odnalezienie jednej z nieistniejących już dzisiaj bojkowskich wsi.
Choć niektórzy o tym nie wiedzą obszar Bieszczadów był w okresie międzywojennym jednym z najgęściej zaludnionych w całej Europie. Ilość ludzi przypadająca tu na kilometr kwadratowy dorównywała tej spod Paryża! Kulturowy i demograficzny obraz Bieszczadów uległ jednak całkowitej zagładzie na fali powojennych wysiedleń rdzennej ludności rusińskiej. Po setkach tutejszych wsi tętniących niegdyś życiem pozostała jednie kompletna pustka zarastana powoli przez las. Po dziś dzień uważny obserwator w trakcie bieszczadzkiej przechadzki jedną z dolin dostrzeże bardzo wyraźne zarysy tarasowych pól i miedz.
Kto zainteresuje się tematem odrobinę bardziej ten może z łatwością zdobyć przedwojenne mapy przedstawiające układ dawnych wsi i ich zabudowań. Tak wyposażeni możemy ruszyć w teren, gdzie będziemy wędrować od jednej podmurówki spalonej przed dekadami bojkowskiej chaty do drugiej. W gąszczu tarniny odnajdziemy też puste cerkwisko i zapomniany cmentarz z chylącymi się ku ziemi, niszczejącymi nagrobkami. Miejscami chyba najlepszymi w całych Bieszczadach do takich eksploracji będą tereny nieistniejących wsi Krywe i Tworylne.
Jesień w Bieszczadach to także wymarzona pora na aktywny wypoczynek. Możemy tu swobodnie wybierać między wycieczkami rowerowymi, spacerami z psem i oczywiście grzybobraniem. Bieszczady wszak to jednej z najbardziej „grzybnych” obszarów naszego kraju. Nie będą przekłamaniem historie o grzybiarzach wracających z lasu z pełnymi wiadrami, ani o grzybach o kapeluszach o wielkości dużego talerza. Tu natura jest naprawdę hojna!
Grzybobrania w Bieszczadach cieszą się dużą popularnością dlatego szykując się na taki wypad należy zawczasu zarezerwować sobie miejsce noclegowe. Poszukując przy tym odpowiedniego lokum powinniśmy kierować się zasadą aby nasze miejsce noclegowe nie było położone w jednej z głównych miejscowości turystycznych. W takim rejonie lasy mogą być już przebrane. O wiele lepiej będzie celowo znaleźć nocleg gdzieś na uboczu, w niewielkiej, mało znanej wsi i właśnie tam po rozmowie ze starszymi mieszkańcami okolicy wybrać się do lasu.
Kolejnym świetnym pomysłem na jesień w Bieszczadach będzie spędzenie krótkiego nawet urlopu nad Jeziorem Solińskim. Po sezonie wszak otaczające je miejscowości z Soliną na czele pustoszeją i zdecydowanie zyskują na atrakcyjności. Latem w okolicach tych nie powinny nas dziwić tłumy rozkrzyczanych turystów, duże gromady dzieci itp. Po sezonie zaś wreszcie będziemy mieli okazje w spokoju przespacerować się uliczkami pełnymi restauracyjek, barów i sklepów. Również plaże będą mniej oblegane. Oczywiście o tej porze roku jest już o wiele chłodniej. Nie możemy zatem zapomnieć o ciepłych ubraniu na wieczorny spacer nad wodą.
Wszystkie dotychczas opisane pomysły na to jak spędzić jesień w Bieszczadach były propozycjami na mniej lub bardziej aktywne spędzanie czasu. Nie każdy jednak musi lubić tę formę wypoczynku dlatego na koniec warto wspomnieć o jednej z możliwości dla osób pragnących po prostu odpocząć fizycznie. Musimy wszak pamiętać o tym, że Bieszczady to region słynący ze ogromnego wyboru wspaniałych gospodarstw agroturystycznych. Jest ich tu naprawdę bez liku, dlaczego zatem nie zaszyć się po prostu w jednym z nich?
To właśnie tutaj będziemy mogli chociaż na parę chwil powrócić do korzeni, odpocząć w stylowej drewnianej chacie, w otoczeniu zieleni i zwierząt. Odzyskaniu wewnętrznej równowagi i nabraniu sił do dalszej pracy będą sprzyjały chwile spędzone rano z kawą w ręku na tarasie, obiady w ogrodzie na trawie, czy wieczory przy kominku. I tutaj przyda nam się ciepły sweter, którym opatulimy się na wypadek pojawienia się chłodu czy porannej gęstej mgły.
Na koniec wypada odpowiedzieć na pytanie o to czy jesień w Bieszczadach to dobra pora roku na planowanie wypadu w te niezwykłe góry? Po tym wszystkim co zostało napisane powyżej nasze zdanie na ten temat jest chyba jasne. Dla nas samych jesień w Bieszczadach to de facto najlepszy okres, w którym najchętniej odwiedzamy te strony.
Sprzyja temu naprawdę wiele. Pogoda wydaje się mniej uciążliwa niż latem, kiedy to często obezwładniające upały utrudniają dłuższe górskie eskapady. Przyroda daje jesienią prawdziwy popis trudny do odnalezienia tu o innych porach rok czy w innych stronach naszego kraju. Co dla nas najważniejsze, zdecydowanie maleje ilość turystów spotykanych na szlaku. To właśnie jesienią nareszcie w górach jesteśmy tylko my i otaczająca nas przyroda. To właśnie dla tego uczucia wracamy tu raz po razu o to właśnie dlatego tak bardzo kochamy Nasze Bieszczady.
Bieszczady co roku cieszą się chyba coraz większym zainteresowaniem. Wyprawa w Bieszczady staje się marzeniem coraz większej rzeszy podróżników. Nic w tym dziwnego – turystów przyciągają tutaj niezliczone atrakcje, wspaniałe górskie szlaki, możliwości aktywnego spędzania czasu, Jezioro Solińskie czy niezwykle bogata i ciekawa bieszczadzka historia. Wszystko to dzieje się w obliczu faktu, że inne polskie góry w sezonie letnim są coraz bardziej zatłoczone. Coraz częściej aby wejść na szczyt i chociaż rzucić okiem na otaczający nas widok musimy stać w długiej kolejce co dla wielu miłośników górskiej przyrody, ciszy i spokoju jest po prostu nie do przyjęcia. Z pomocą przychodzą tutaj właśnie Bieszczady.
Coraz częściej słyszymy zatem o ludziach szykujących się na pierwszy w życiu wyjazd w Bieszczady. Dla wielu z nich jest to przy tym prawdziwa wyprawa. Trudno się temu dziwić – Bieszczady leżą wszak w odległym zakątku Polski cechującym się najniższym zaludnieniem w kraju. Nie znajdziemy tu dużych miast, miejskich tramwajów, nie wszędzie także dojeżdża pociąg. Odpowiednie przygotowanie do wypadu w te przez wielu uważane za najpiękniejsze góry Polski wymaga naprawdę solidnego przygotowania. Postaramy się w kilku punktach poradzić jak sprawić by wyprawa w Bieszczady była udana i na zawsze zapisała się pozytywnie w naszej pamięci. Zapraszamy do lektury!
Tak jak powiedzieliśmy to już powyżej Bieszczady stwarzają niezliczone możliwości spędzania wolnego czasu. Starając się zatem aby nasza wyprawa w Bieszczady była jak najbardziej udana pierwszym pytaniem jakie musimy sobie zadać jest to dokąd dokładnie chcemy jechać i co dokładnie zamierzamy tam robić. Do nasze dyspozycji mamy kilka pomysłów na wyjazd:

Kolejna rzecz, nad którą musimy się dłuższą chwilę zastanowić jeśli chcemy zadbać o to aby nasza wyprawa w Bieszczady była niezapomnianym przeżyciem jest pora roku naszego wyjazdu. Oczywiście najłatwiejsze będzie jego zorganizowanie w sezonie letnim kiedy całe Bieszczady tętnią życiem, otwarte są wszelkie miejsca noclegowe, bary, czy restauracje. O tej porze roku jednak na szlakach i w bieszczadzkich dolinach spotkamy najwięcej ludzi. Ci z nas, którzy ponad wszystko cenią sobie spokój i kochają Bieszczady za to trudne już dziś do odnalezienia poczucie zagubienia w czasie i przestrzeni powinni pomyśleć o wyjeździe w te piękne góry po sezonie.
Dla nas samych najlepszym okresem na odwiedzenie bieszczadzkiego kresu są miesiące od listopada do kwietnia. To właśnie wtedy wielokrotnie zdarza się, że jesteśmy jedynymi gośćmi pensjonatu, na szlakach nie spotykamy absolutnie nikogo, w trakcie naszych wycieczek towarzyszy nam jedynie drzemiąca zimowym snem przyroda, a za oknem nie ma nic oprócz nieprzeniknionej ciemności. To właśnie o tej porze roku, mimo często niesprzyjającej pogody, możemy poczuć się jak prawdziwi odkrywcy przedzierający się przez dziewicze tereny w poszukiwaniu majaczących w zaroślach zapomnianych bojkowskich cmentarzy czy tętniących niegdyś życiem dolin. Wyprawa w Bieszczady jesienią, zimą, czy wczesną wiosną nastręcza jednak kilka dodatkowych trudności organizacyjnych, o czym poniżej.
Bieszczady to nadal bardzo dziewiczy obszar naszego kraju. To istne królestwo przyrody. Dominuje tu surowy, ostry klimat, nagłe zmiany czy załamania przyrody nie są niczym nadzwyczajnym. Starając się zatem aby nasza wyprawa w Bieszczady przebiegła jak najbardziej komfortowo i bezpiecznie musimy zadbać także o zabranie ze sobą odpowiedniej odzieży oraz akcesoriów, które mogą okazać się przydatne.
k bez bielizny termicznej. W środku zimy w ciągu dnia nie będzie niczym nadzwyczajnym wędrowanie w mrozie ok. minus 20 stopni. Jedynym rozwiązaniem aby wrócić z gór bez zapalenia płuc będzie nabycie najgrubszej dostępnej, najlepiej wełnianej bielizny termicznej.O ile odpowiedź na pytanie o to co jeść w Bieszczadach nie nastręcza większych problemów w okresie letnim gdy otwarte są bary i restauracje o tle po sezonie kwestia ta staje się bardziej problematyczna. Dbając o to aby nasza wyprawa w Bieszczady nie oznaczała jednocześnie kilkudniowej głodówki musimy przede wszystkim upewnić się, że miejsce noclegowe, w którym mamy zamiar spędzić nasz wypad oferuje dostęp do w pełni wyposażonej kuchni. Szczególnie ważne będzie to w okresie jesieni, zimy i wczesnej wiosny kiedy to wszelkie jadłodajnie są z reguły zamknięte, a my jesteśmy zdani jedynie na to co sami sobie ugotujemy.
Chwili namysłu wymaga także odpowiedź na pytanie co zabrać ze sobą na naszą górską wędrówkę. My sami proponujemy tutaj zestaw, z którego korzystamy za każdym razem będąc w górach i to niezależnie od pory roku. Warto zatem spakować do plecaka napój izotoniczny pomagający w regeneracji sił po mozolnej wspinaczce bieszczadzkimi szlakami. Nie należy zapominać także o cieplej herbacie w termosie, kanapkach i oczywiście sporej dawce czegoś słodkiego do przegryzienia co pomoże nam uzupełnić stracone kalorie. Po raz kolejny kierując się zasadą dbałości o własne bezpieczeństwo i wygodę lepiej zabrać ze sobą za dużo jedzenia nawet na zanoszący się na krótki spacer niż opaść z sił pośród deszczu i mgieł. Przezorny zawsze ubezpieczony!
Mówiąc o tym jak powinna być zorganizowana wyprawa w Bieszczady dużo miejsca poświęciliśmy kwestiom bezpieczeństwa. Staramy się przy tym zwracać uwagę jak zadbać o to, żeby wyprawa była bezpieczne, wygodna i przyjemna. Co jednak jeśli pomimo naszych wysiłków zdarzy się jakieś nieszczęście i będziemy musieli wzywać pomocy? Może przecież zdarzyć się także, że wypadek nie będzie dotyczył nas samych – możemy na przykład na szlaku spotkać innych turystów potrzebujących wsparcia. Jak się wówczas zachować?
Z pomocą przyjdzie nam czuwający 24 godziny na dobę nad naszym bezpieczeństwem GOPR Bieszczady. Obowiązującym numerem alarmowym jest 601-100-300 lub 985. W Bieszczadach na ogół nie ma problemu z zasięgiem sieci telefonicznej. W przypadku braku sygnału należy czym prędzej udać się na najbliższe wzniesienie i stamtąd ponowić próbę kontaktu z ratownikami.
W tym miejscu chcielibyśmy ponowić kwestię odpowiedniego przygotowania. Absolutną podstawą w Bieszczadach jest odpowiedni dobór butów i odzieży na daną wycieczkę, dzień i porę roku. Naprawdę lepiej jest nieść ze sobą parę dodatkowych akcesoriów jak wspomniane już czołówki, GPS, czy koc ratowniczy niż prosić się o problem w przypadku sytuacji awaryjnej.
Na sam koniec pozostaje nam odpowiedzenie na pytanie o to czy wyprawa w Bieszczady do dobry pomysł? Czy duża ilość przygotowań opisany powyżej oznacza, że wyprawa w Bieszczady nie jest dla każdego? Absolutnie nie! Wyjazd w Bieszczady jest doskonałym pomysłem naprawdę dla każdego, nawet dla rodziców z niemowlakiem. W Bieszczady naprawdę warto jechać zawsze i o każdej porze roku.
Jedyne co staramy się podkreślić w niniejszym poradniku to fakt, że do naszego wymarzonego wypadu w góry trzeba się po prostu dobrze przygotować. Jak widać jednak nie są to przygotowania wykraczające poza normę innych turystycznych wyjazdów. Chwila spędzona nad planowaniem podróży zaoszczędzi nam kłopotu w trakcie pobytu w najpiękniejszych górach Polski, a one już same wynagrodzą nam wszelkie trudy swoimi niezwykłymi widokami, atrakcjami i magicznym klimatem!
Bieszczady co roku przyciągają coraz to większe rzesze turystów. Przyjeżdżają oni tu ze względu na niezliczone atrakcje, możliwość aktywnego spędzania czasu oraz przede wszystkim wspaniałe górskie szlaki. Coraz więcej osób przybywa również w te piękne góry z dziećmi. Dla wielu z nich powstaje pytanie czy w takim razie przyjazd w Bieszczady z niemowlakiem to dobry pomysł? Czy niedługo po urodzeniu dziecka powinniśmy na parę lat odpuścić sobie nasze bieszczadzkie eskapady, czy może właśnie wręcz przeciwnie, posiadanie malutkiego dziecka nie nastręcza większych problemów i spokojnie możemy wybrać się z nim w nasze ukochane góry? O tym wszystkim poniżej!
Jeśli wybieramy się w Bieszczady z niemowlakiem to zdecydowanie musimy zacząć od gruntownego przygotowania do takiej wyprawy. Bez niego może ona być wręcz niebezpieczna dla naszego maleństwa, z nim zaś będzie przyjemnym wypadem. Jak zatem zabrać się do planowania naszego wyjazdu? Podzielmy nasze przygotowania na kilka punktów opisanych poniżej.


Dwa elementy ekwipunku na wyjazd w Bieszczady z niemowlakiem z uwagi na ich wagę postanowiliśmy opisać w osobnych punktach. Pierwszym z nich jest nosidełko, które będzie centralnym punktem naszego wyposażenia. Chcąc wędrować z naszym maluchem po bieszczadzkich szlakach, które należą do dość trudnych i wymagających technicznie musimy zawczasu dobrze przemyśleć to w jaki sposób chcemy nieść nasze dziecko.
Jeśli dziecko jeszcze nie siedzi samodzielnie wówczas chyba najlepszym rozwiązaniem będzie chusta. Będziemy mogli nosić naszego niemowlaka w niej na biodrze, brzuchu czy plecach. Ważne aby pamiętać o tym, że dziecko w chuście nosimy zwrócone ku nam, a nie odwrotnie. Jeśli zależy nam na nosidełku dla dziecka jeszcze niesiedzącego wówczas musimy zaopatrzyć się w nosidło z wkładką dla noworodka.
Z kolei jeśli nasz maluch siedzi już samodzielnie wtedy możemy spokojnie poszukać odpowiadającego nam nosidełka. Obowiązuje tutaj przy tym jedna nadrzędna zasada – powinniśmy szukać nosidełka, w którym nóżki dziecka nie zwisają bezwładnie obciążając tym samym jego staw biodrowy oraz kręgosłup. Nosidełko, które powinno nas interesować to wyłącznie tzw. nosidełko ergonomiczne.
Drugim elementem naszego ekwipunku, który jest szczególnie ważny będzie wózek dziecięcy. Jest on przy tym o tyle kluczowy, że jeśli chcemy koniecznie właśnie z nim wędrować przez bieszczadzki kres wówczas spora część szlaków będzie dla nas niedostępna. Do naszej dyspozycji pozostaną wówczas właściwie jedynie mniej kamieniste i niezbyt nachylone ścieżki spacerowe w dolinach. Należy pamiętać, że Bieszczady słyną z błotnistości swoich szlaków i znacznego nieraz nachylenia – złym pomysłem byłoby wybieranie się na takie właśnie drogi z wózkiem dziecięcym.
Co do samego wózeczka to należy zadbać o to aby nie wyprawić się na bieszczadzki spacer z wózkiem typowo miejskim. Nieodzowne będą tutaj duże koła z głębokim bieżnikiem. Ważne by wózkiem łatwo dawało się manewrować – przyda się to przy omijaniu przeszkód na wiejskich ścieżkach. Nie możemy także zapomnieć o zadaszeniu dla naszego malucha na najbardziej słoneczne dni. Wózek powinien nam także pozwolić na zabranie jak największej ilości drobiazgów oraz przekąsek dla nas samych oraz dla naszej pociechy.
Bieszczady słyną z tego, że jest tutaj co robić zawsze, o każdej porze roku i nawet w razie niepogody. Setki turystów rozkoszują się co roku tutejszą przyrodą, widokami, ciszą i poczuciem zagubienia w czasie i przestrzeni. Nie pozostaje nam zatem nic innego jak odpowiedzenie na tytułowe pytanie o to, czy wyjazd w Bieszczady z niemowlakiem to dobry pomysł? Czy posiadanie małego dziecka musi powodować przerwę w wizytach w naszych ukochanych górach? Czy może do czasu aż dziecko dorośnie powinniśmy raczej planować wakacje w hotelu ze spa, a nie w krainie bieszczadzkiego kresu?
Po wszystkim co zostało napisane powyżej wydaje się, że odpowiedź jest bardzo prosta – oczywiście, że wypad w Bieszczady z niemowlakiem to dobry pomysł! Możemy to jednak powiedzieć z czystym sumieniem pod kilkoma warunkami. Głównym i najważniejszym z nich jest podkreślane już przygotowanie. Bez niego rzeczywiście wypoczynek w tych wymagających górach z małym dzieckiem mógłby okazać się nieodpowiedzialnością. Jednak chwila zastanowienia jak taki wyjazd zorganizować i o o zadbać sprawi, że do domu wrócimy z uśmiechem od ucha do ucha, a taki urlop będziemy długo i pozytywnie wspominać. Mamy szczerą nadzieję, że nasz krótki artykuł pomoże w planowaniu takiego wyjazdu!
W Bieszczady z psem? Niektórzy powiedzą: ale jak to, po co, a to w ogóle można tak? Tymczasem inni jak gdyby nigdy nic spokojnie wybierają się w te najpiękniejsze góry w kraju ze swoim czworonogiem i przemierzają tutejsze dzikie ostępy i puste szlaki. Bieszczady to właśnie wielkie puste przestrzenie, dzika, oszałamiająca przyroda i wolność, którą tak ciężko w dzisiejszym świecie znaleźć. Jeśli zaś wolność to cóż lepszego niż długie, niekończące się spacery lasami i łąkami. Chyba nic innego jak taki właśnie kontakt z przyrodą i naturą nie sprzyja odpoczynkowi, chwili zadumy i refleksji nad naszą codziennością. Wiedzą o tym wszyscy, którzy kochają te nasze Bieszczady.
Góry te słyną z niezliczonych atrakcji dosłownie dla każdego. Wśród nich królują niepodzielnie oczywiście bieszczadzkie szlaki górskie ale oprócz nich osoby, które nie przepadają za górskimi wędrówkami także znajdą tu coś dla siebie. Zadziwia ilość możliwości na to co robić w Bieszczadach z dziećmi czy nawet gdy pada deszcz. Ogółem można powiedzieć, że góry te to wymarzone miejsce na aktywne spędzanie czasu. A jeśli o tym z kolei mowa to wśród pomysłów na aktywny wypoczynek w tych stronach nie może zabraknąć planów na wypad w Bieszczady z psem. To właśnie z naszym czworonogiem będziemy w ciszy i spokoju przemierzać gęste lasy i bezkresne łąki. Dla nas samych jest to jedna z ulubionych form wypoczynku. Czy jednak wolno nam wędrować przez Bieszczady z psem? Jak przygotować naszego zwierzaka to takiego wypadu? Gdzie wybrać się na przechadzkę? O tym wszystkim poniżej!
Zacznijmy od tego czy w ogóle wolno nam wybrać się na wycieczkę w Bieszczady z psem? Góry te, jak wiemy, pokrywają dość znaczny obszar. Różnie też są one dzielone jeśli chodzi o ich budowę wewnętrzną oraz różnie określane są ich granice. Co jednak dla nas najważniejsze gdy planujemy wyjazd w Bieszczady z psem sporą ich część zajmuje Bieszczadzki Park Narodowy. O innych zasadach będziemy mówić zatem w odniesieniu do samego Parku, a o innych jeśli chodzi o resztę terytorium tych wspaniałych gór.
O wprowadzaniu psów na szlaki jasno wyraża się Regulamin Bieszczadzkiego Parku Narodowego mówiąc:
Zabrania się wprowadzania psów na szlaki turystyczne i ścieżki przyrodnicze, za wyjątkiem odcinków prowadzących wzdłuż dróg publicznych. Osoby niepełnosprawne mają prawo poruszać się po szlakach i ścieżkach wraz ze specjalnie oznaczonym psem asystującym.
Cytowany punkt regulaminu nie pozostawia właściwie miejsca na żadne dywagacje czy dalsze domysły – na szlaki w Bieszczadach objętych terenem Parku z psem po prostu nie wejdziemy. Oczywiście zdarza nam się dość często mijać w górach zadowolonych z siebie turystów wędrujących na szczyty Bieszczadów Wysok
ich ze swoimi umęczonymi wspinaczką czworonogami. Zastanawiamy się wtedy zawsze czy osoby te nie pomyślały po prostu o tym, że być może psy nie są mile widziane w parku narodowym, czy mają w nosie wytyczne jego regulaminu? Nie warto chyba nawet wspominać o losie biednych pupili, dla których kilkugodzinna wędrówka ścieżkami o znacznych nieraz nachyleniach typowych dla Bieszczadów z pewnością nie wychodzi na zdrowie.
Na całe szczęście miłośników psów, do których i my sami się zaliczamy, nie cały obszar Bieszczadów jest objęty parkiem narodowym. W przeważającej zatem części tych gór mamy niemal całkowitą dowolność planowania wyprawy z psem. Do wachlarza naszych możliwości należą szlaki górskie, ścieżki przyrodnicze, czy po prostu niezliczone tutaj wiejskie drogi i ścieżynki. O tym wszystkim gdzie warto się w takim razie wybrać przeczytasz poniżej. Najpierw zastanówmy się nad tym jak przygotować naszego czworonoga na wycieczkę?
Wyobraźmy sobie teraz zatem za mamy już za sobą pierwszą fazę planowania wyjazdu w Bieszczady z psem. Wiemy w jaki rejon tych gór jedziemy, sprawdziliśmy, że okolica nie należy do terenów Bieszczadzkiego Parku Narodowego, a zatem będziemy mogli tam spacerować z naszym pupilem, mamy też nocleg akceptujący czworonogi. Pozostaje nam zatem przejść do szczegółów. Zanim jednak ustalimy dokąd dokładnie chcemy powędrować zatrzymajmy się chwilę nad samym przygotowaniem psa. Co zrobić aby nasza wyprawa była dla niego wygodna i przyjemna?
Wybierając się na bieszczadzki spacer z psem nawet jeśli nie jest on zbyt długi, a w szczególności latem, musimy zabrać ze sobą kilka dodatkowych rzeczy. Przede wszystkim musimy pamiętać o smyczy. Mimo tego, że poruszać się będziemy głównie wiejskimi czy polnymi drogami niejednokrotnie zdarzy się, że będziemy musieli prowadzić naszego pupila choćby przez chwilę na uwięzi. Dobrze przy tym aby smycz była dostatecznie długa, najlepiej wysuwana i umożliwiała naszego psiakowi penetrację okolicznych zarośli. Oprócz niej dobrze aby pies miał na sobie szelki, a nie obrożę – w ten sposób łatwiej będzie nam go kontrolować nie robiąc mu przy tym krzywdy.
Kolejna rzecz to plecak. Oprócz naszego prowiantu i innych drobiazgów dla nas samych będziemy w nim nieść wodę do picia dla psa oraz miskę. Najlepiej sprawdzają się tutaj miseczki składane, które w plecaku nie zajmują zbyt dużo miejsca. Nie może zabraknąć nam także czegoś do jedzenia – przyda nam się choćby niewielka puszeczka psiej karmy, którą w trakcie odpoczynku damy pupilowi do jedzenia. Pomocny okaże się też scyzoryk do otwarcia puszki i nakładania karmy. Jeśli wybieramy się na naszą wędrówkę zimą warto także pamiętać o okryciu dla psa.
No dobrze, skoro wiemy już, że w Bieszczadzkim Parku Narodowym nie możemy wędrować z naszym psem i przygotowaliśmy jego i siebie na nasz wypad w góry to przyszedł czas na decyzję gdzie dokładnie się wybierzemy. I tutaj mamy naprawdę bardzo szerokie pole do popisu. Oprócz terenu Parku Narodowego celem naszej wycieczki mogą być praktycznie wszystkie możliwe okolice. Tylko od naszej wyobraźni zależeć będzie czy wybierzemy się na na przykład na jeden z dostępnych dla nas górskich szlaków takich jak choćby te w masywie Wysokiego Działu, Łopiennika, Okrąglika i Jasła, Otrytu czy okolic Dwernika Kamienia oraz Magury Stuposiań
skiej i innych. Jeśli nie chcemy męczyć zanadto naszego zwierzaka stromymi podejściami wówczas do dyspozycji mamy całe okolice Jeziora Solińskiego, doliny Sanu i wiele wiele innych urokliwych i spokojnych miejsc.
My sami jako osoby zainteresowane głównie historią Bieszczadów zwiedzamy najczęściej tereny dawny, nieistniejących bojkowskich wsi. Nasze ulubione okolice to praktycznie cała dolina Sanu u podnóża Otrytu z terenami Hulskiego, Krywego i Tworylnego. Bywaliśmy nie raz także w okolicach Terki, na terenach Studennego. Inne spacery zawiodły nas głęboko w dolinę wsi Paniszczów, Sokołowa Wola oraz w okolice Lipia, Bystrego i Michniowca. W naszych wyprawach, niezależnie od pory roku, zwykle towarzyszy nam nasz owczarek niemiecki. Wszystkie wspomniane trasy są co najwyżej długie, nigdy strome, czy trudne technicznie – psiak spokojnie da tam sobie rade.
Na koniec pozostaje nam chyba jedynie odpowiedzenie na pytanie czy w ogóle warto planować i wybierać się w Bieszczady z psem? Tutaj pewnie nikogo nie zaskoczymy – oczywiście, że warto! Pisząc już od dość dawna blog o Bieszczadach na wszelkie możliwe sposoby staramy się przekazać naszą fascynację tym niezwykłym regionem naszego pięknego kraju i zarazić nią tak mocno jak to tylko możliwe. Nie zdziwi zatem zapewne nikogo fakt, że uwielbiamy wszelkie formy spędzania czasu w tych niezwykłych górach. Nie inaczej będzie jeśli chodzi o wypady w Bieszczady z psem. Sami jesteśmy ich zwolennikami i de facto w większości naszych wędrówek towarzyszy nam nasz czworonóg. Wspólne spacery pozwalają nam oderwać się od codziennego zgiełku i pośpiechu typowego dla dużych miast, zatopić się w we własnych myślach i delektować pięknem przyrody. Naprawdę warto!
Bieszczadzkie szlaki co roku przyciągają coraz to nowych miłośników. W całej Polsce znane są Połonina Caryńska, Połonina Wetlińska, Tarnica czy Rawki. Masywy te niestety szczególnie w sezonie z racji swojej ogromnej popularności przeżywają istne oblężenie. Ciężko jest tu znaleźć chwilę, w której będziemy sam na sam z dziką, oszałamiającą przyrodą Bieszczadów. Osoby poszukujące zatem prawdziwej ciszy oraz spokoju w trakcie górskiej wędrówki coraz częściej muszą spędzić solidną ilość czasu na studiowaniu mapy Bieszczadów tak, aby znaleźć coś odpowiedniego dla siebie. Jedną z takich mniej znanych, a niezwykle ciekawych górskich propozycji będzie wybór ścieżki na Dwernik Kamień z Zatwarnicy.
Dwernik Kamień (oryginalna, dawna nazwa to Holica) to jeden z mniej znanych bieszczadzkich szczytów. Jego masyw położony jest u północnych stoków Połoniny Wetlińskiej pomiędzy dolinami Nasicznego i Zatwarnicy. Jest to nadal stosunkowo dzikie i zdecydowanie mniej uczęszczane miejsce niż połoniny. Masyw Dwernika Kamienia porośnięty jest gęstym, pięknym lasem. Jedynie na jego wierzchołku, na którym znajdziemy okazałe wychodnie skalne znajduje się niewielka polana, z której roztacza się zaskakujący widok dający wgląd we wszystkie najważniejsze masywy Bieszczadów Wysokich.
Dwernik Kamień można zdobyć z dwóch stron, idąc dwiema różnymi ścieżkami historyczno-przyrodniczymi. Z Zatwarnicy wiedzie nań ścieżka o znakowaniu zielonym (dłuższa i trudniejsza do pokonania). Z koli od strony Nasicznego na szczyt prowadzi ścieżka o znakowaniu czerwonym (krótsza i łatwiejsza). My sami zdecydowaliśmy się zdobyć Dwernik Kamień z Zatwarnicy licząc na nieco dłuższą wędrówkę oraz większą dawkę ciszy i mniej turystów spotykanych na szlaku. Opłaciło się…
Zatwarnica przez wielu uważana jest za kwintesencję dzikości Bieszczadów. Ta dawna bojkowska wieś, a dziś niewielka, zapomniana przez wszystkich osada położona jest w jednej z dolin na północnych zboczach Połoniny Wetlińskiej. Dojazd do niej do niedawna był bardzo utrudniony ze względu na niezwykle zniszczoną nawierzchnię (została wyremontowana w lecie 2016 roku). Znajduje się tu ledwie kilka miejsc noclegowych oraz dosłownie parę zabudowań. Jest to jednak miejsce niezwykłe.
Z osady tej można wyruszyć na kilka niezwykle ciekawych wycieczek pieszych czy rowerowych. Swój początek biorą tu wszak ścieżki wiodące do niemal legendarnej dziś dawnej wsi Krywe oraz dalej aż do również nieistniejącej wsi Tworylne. Możemy stąd rozpocząć także wycieczkę na Połoninę Wetlińską przez Suche Rzeki oraz w końcu możemy zdobyć także ruszyć ścieżką na Dwernik Kamień z Zatwarnicy. Nawet jeśli wybierzemy się jednak do Zatwarnicy tylko po to żeby zwiedzić najbliższą okolicę i tak będziemy zachwyceni. Wrażenie odosobnienia i zagubienia w czasie i przestrzeni jest tutaj nieporównanie silne. Oszołomi nas również dzikość i bujność tutejszej przyrody oraz piękno pobliskiego Sanu meandrującego w głębokiej i wąskiej dolinie.
Hylaty ma opinię najpiękniejszego bieszczadzkiego potoku. Nie jest ona chyba rzeczywiście przesadzona. Niezwykłe wrażenie robi sam potok, ale także jego otoczenie oraz słynny wodospad. Potok swe źródła bierze niemal u szczytów Połoniny Wetlińskiej. Płynie następnie wartko przez dziki, przepastny las porastający głęboką i niedostępną dolinę. Wysiłek dostania się w te strony będzie nagrodzony wspaniałymi wrażeniami nawet jeśli planujemy jedynie zobaczenie Hylatego oraz wodospadu na nim się znajdującego.
Chcąc jednak zdobyć Dwernik Kamień z Zatwarnicy mijamy wodospad i ruszamy dalej głęboką i porośniętą niezwykle bujną roślinnością doliną. Po kilku minutach marszu docieramy do miejsca gdzie oznakowana na zielono ścieżka historyczno-przyrodnicza skręca w lewo w gęsty las i wśród sędziwych drzew zaczyna piąć się pod górę.
Ścieżka jest tu bardzo wygodna, szeroka i w porównaniu do innych bieszczadzkich szlaków niezbyt stroma. Kroczymy nią wygodnie to raz pokonując niewielkie wzniesienia, to znów schodząc do dość głębokich jarów, w których przekraczamy płytkie potoki. Po nieco bardziej stromym odcinku docieramy na szczyt Magury, na którym mijamy niewielką polankę z rzadziej rosnącymi drzewami.
Dalej pokonujemy obszar wycinki i zrywki drzew po czym docieramy do fragmentu szlaku, na którym po raz pierwszy w prześwitach między drzewami pojawiają się pierwsze widoki Połoniny Wetlińskiej zwiastujące późniejszą ucztę dla oczu w postaci panoramy z wierzchołka Dwernika Kamienia. Schodzimy następnie na wyraźnie widoczne na mapach siodło, z którego pniemy się dalej w kierunku szczytu góry.
Będąc już bardzo blisko wierzchołka Dwernika Kamienia docieramy do bardzo osobliwego miejsca. Oto w jasnym, świetlistym bukowym lesie napotykamy na ślady okopów z czasów I wojny światowej. W trakcie tego globalnego konfliktu przez Dwernik Kamień przechodził bowiem front wschodni. Odpoczywając dziś pośród szumiących drzew w niczym niezmąconej ciszy trudno uwierzyć, że niegdyś w jakiejś bardzo odległej i mało zrozumiałej sprawie pośród tej oszałamiającej przyrody walczyli i ginęli tu ludzie. Jest to jedno z tych miejsc, które bardzo ściśle związane jest z niezwykła historią Bieszczadów. Sprzyja refleksji i napawa zadumą. Warto też nadmienić, że my sami wędrując tym szlakiem w samym środku sezonu letniego do tego miejsca nie spotkaliśmy ani jednej osoby.
Po minięciu tablicy informacyjnej wspominającej o okopach zaledwie w ciągu kilku minut docieramy na szczyt Dwernika Kamienia. Tutaj spotykamy też pierwszych turystów, którzy zdobyli wierzchołek krótszą drogą z Nasicznego. Panorama z tego miejsca jest równie zaskakująca co zapierająca dech w piersiach. Nie wiedzieć czemu jest ona stosunkowo mało rozpromowana jeśli porównać ją z widokami z innych bieszczadzkich szczytów, o których wiadomo bardzo wiele. Tymczasem jak na dłoni widzimy tutaj przed nami wszystkie najważniejsze bieszczadzkie masywy.
Widok z Dwernika Kamienia daje niezwykły wgląd w dolinę Caryńskiego z otaczającymi ją szczytami. Za nimi jak na dłoni widzimy Gniazdo Tarnicy z rysującym się z tej perspektywy pięknie na tle nieba Bukowym Berdem oraz bardzo ciekawym widokiem samej Tarnicy. Podziwiać możemy stąd wszelkie szczegóły północnych zboczy Połoniny Caryńskiej oddzielonej głębokim wcięciem doliny Nasicznego od Połoniny Wetlińskiej oraz Rawki. Panorama sięga także daleko na południowy-zachód poprzez szczyciki północnych zboczy Połoniny Wetlińskiej.
Z Dwernika Kamienia możemy zejść do Nasicznego lub z powrotem do Zatwarnicy. My wybraliśmy tę drugą opcję i tym razem licząc na pustki na szlaku i ruszyliśmy stromymi zboczami w kierunku doliny Hylatego u podnóży Magury Nasiczańskiej. Zejście tą ścieżką jest również niezwykle ciekawe choć nie należy do najłatwiejszych. Kroczymy tu wierchem skrytej wśród drzew istnej grobli pełnej imponujących wychodni skalnych. Zbocza ostrej grzędy, którą idziemy opadają niezwykle stromo na lewo i prawo. Jej wierzch porastają nieprzebyte krzewy smagające nam raz po raz twarz. Po wyjściu z gąszczu i pokonaniu jeszcze paru stromizn docieramy wreszcie do głuchej i zarośniętej dziką przyrodą doliny. Stąd kierujemy się już prosto wzdłuż potoku do Zatwarnicy.
Ścieżka na Dwernik Kamień z Zatwarnicy to chyba jeden z najbardziej zaskakujących bieszczadzkich szlaków jakie do tej pory pokonaliśmy. Wybraliśmy się na tę wycieczkę bez większego przekonania kierując się raczej chęcią uniknięcia tłumów oraz letniego skwaru na połoninach. Tymczasem de facto była to jedna z najbardziej interesujących wędrówek.
Zbocza Dwernika Kamienia i Zatwarnicy oszałamiają przede wszystkim dziką, nieposkromioną i niezwykle bujną przyrodą. Jest ona porównywalna do tego co spotykaliśmy dotąd w Suchych Rzekach, czy dziczejących dolinach Hulskiego i Tworylczyka. Czujemy tutaj, że człowiek jest jedynie gościem w tym królestwie natury. Niezwykle interesujące są tu także liczne wychodnie skalne, samo ukształtowanie zboczy Dwernika Kamienia oraz wspomniane już pamiątki historyczne.
Najważniejszą jednak chyba cechą tej okolicy jest fakt, że w samym środku sezonu wakacyjnego spotkaliśmy tu jedynie kilkanaście osób. Niemal na całej trasie towarzyszył nam jedynie szum drzew, śpiew ptaków i inne odgłosy lasu. To wszystko sprawia, że na pewno jeszcze nie raz wybierzemy się na Dwernik Kamień z Zatwarnicy – na szlak, który mieliśmy zamiar „zaliczyć” tylko raz i raczej więcej nie zaglądać w te strony.
Od samego początku pisania naszego bloga o Bieszczadach podkreślamy, że jedną z głównych cech tych najpiękniejszych gór w Polsce jest ich niezwykła zmienność i różnorodność. Jedną z jej form jest olbrzymia ilość atrakcji oraz możliwości aktywnego spędzania czasu jakie oferują te wspaniałe góry. Turystów w te strony przyciągają wszak niezliczone możliwości – jedni przyjeżdżają tu ze względu na wspaniałe górskie wycieczki, inni chcą odpocząć nad przepięknym Jeziorem Solińskim, jeszcze inni wybierają się w Bieszczady na rowerze.
To właśnie o rowerowym wypadzie na teren bieszczadzkiego kresu chcemy tym razem Wam opowiedzieć. Widzimy, że ta forma spędzania czasu zyskuje w Bieszczadach coraz więcej zwolenników. Raz po raz na szlakach spotykamy turystów na rowerach. Zastanówmy się zatem razem czy warto jechać w Bieszczady na rowerze? Jak trudno zorganizować taki wyjazd? Skąd wziąć rower? Czy istnieją jakieś trasy rowerowe w Bieszczadach i jeśli tak to o jakim stopniu trudności? O tym wszystkim poniżej!
Bieszczady, chyba jak żaden inny zakątek naszego kraju, nadają się idealnie do aktywnego spędzania czasu. Sprzyja tu temu dosłownie wszystko. Mamy tu zatem niezwykłe urozmaicenie terenu, oszałamiająco bujną przyrodę i nadzwyczaj czyste powietrze. Przyjazd w te strony umożliwia bardzo duża ilość ciekawych miejsc, w których możemy się zatrzymać oraz bogata baza noclegowa.
Oczywiście atrakcją numer jeden są tutaj nad wyraz ciekawe bieszczadzkie szlaki turystyczne. To dzięki nim zdobędziemy połoniny, będziemy się delektować górskim powietrzem i zapierającymi dech w piersiach widokami. Każdy znajdzie tu coś dla siebie jeśli chodzi o stopień trudności górskich wypraw. Bieszczady słyną wprawdzie z dość mozolnych i stromych podejść ale już nawet krótka chwila spędzona na lekturze przewodnika pozwoli nam wybrać ścieżkę czy szlak, któremu podoła nawet niewprawiony w trudach górski piechur czy dziecko.
Co jednak jeśli nie mamy ochoty na górskie wyprawy? Z pomocą przyjdzie nam wówczas wyjazd w Bieszczady na rowerze. Będzie to doskonałe rozwiązanie pod wieloma względami. Wypad taki będzie doskonałą propozycją na przykład w sytuacji kiedy nasze najmłodsze pociechy nie radzą sobie jeszcze z trudami pieszych wycieczek. Z powodzeniem będziemy mogli przewieźć je wówczas po okolicy w foteliku na naszym jednośladzie.
Bieszczady na rowerze to także świetny pomysł na lato gdy na bezdrzewnych połoninach panuje trudny do zniesienia skwar. Trasy rowerowe są tutaj poprowadzone w większości wypadków leśnymi, cienistymi dutkami gdzie palące promienie słońca nie stanowią problemu. Mknąc nimi na rowerze będziemy mogli skorzystać ze wszystkiego co w Bieszczadach najpiękniejsze – powietrze, przyroda, piękna okolica – a unikniemy gorąca, czy typowego górskiego zmęczenia.
Bieszczady to nadal tajemniczy zakątek naszego kraju, który skrywa jeszcze wiele tajemnic. Większość z nich jest związana z niezwykłą i bardzo skomplikowaną bieszczadzką historią, po której do dziś w gąszczu krzewów na odludziach pozostało wiele śladów dostępnych dopiero dla dociekliwych poszukiwaczy. Prawdą jest też, że już krótki rzut oka na mapę Bieszczadów pozwoli się nam zorientować, że w wiele obszarów tych fascynujących gór trudno się nam będzie dostać. Nie dojedziemy tam samochodem ze względu na obowiązujące zakazy wjazdu, a za daleko tam na pieszą wycieczkę. Tu znów z pomocą przyjdzie nam zaplanowanie wyjazdu w Bieszczady na rowerze.
Okazuje się bowiem, że w wiele rozpalających wyobraźnię, tajemniczych i zapomnianych przez wszystkich miejsc z powodzeniem i bez większego problemu dojedziemy właśnie rowerem. Jedyne co musimy zrobić to zaopatrzyć się w dobry przewodnik rowerowy oraz dokładną mapę. Dla osób mających zamiar udać się w bardziej odległe zakątki Bieszczadów niezłym pomysłem będzie kompas lud GPS. Tak wyposażeni możemy spokojnie ruszać w teren.
Jadąc w Bieszczady na rowerze odkryjemy miejsca odwiedzane tylko przez nielicznych. Odnajdziemy ginące w gąszczu traw, krzewów i drzew cerkwiska, na których przed laty stały dzisiaj już nieistniejące bieszczadzkie cerkwie zniszczone na fali powojennych wysiedleń rdzennej ludności z tych stron. Trafimy na ledwie widoczne dziś ślady dawnych cmentarzy, zabudowań wiejskich, pól uprawnych, a nawet na nieużywane od dekad nasypy kursującej tu niegdyś kolejki leśnej. Z łatwością dotrzemy na pokryte gęstym, wiekowym lasem wzniesienia pełne dzikiej zwierzyny, którą z pewnością spotkamy w trakcie naszej wyprawy.
Wspomnieliśmy już wcześniej o rodzinnych wypadach w Bieszczady. W górach tych znajdziemy wszak olbrzymią ilość możliwości spędzania tutaj weekendu czy wakacji z dziećmi. Jeśli nasze maluchy nie chcą chodzić po górach to możemy wylegiwać się nad wodą w Solinie lub którejś z okolicznych miejscowości. Nie będziemy się tutaj nudzić nawet jeśli będzie padał deszcz – miejsc, które warto tutaj zobaczyć starczy na kilka, jeśli nie kilkanaście, wyjazdów.
Wyjazd w Bieszczady na rowerze będzie z pewnością jednym z lepszych rozwiązań właśnie dla całej rodziny. My sami de facto najczęściej spotykamy całe familie mknące na rowerach przez bieszczadzkie bezdroża. Taki sposób spędzania wakacji ma kilka zasadniczych plusów. Po pierwsze nie musimy martwić się wiekiem naszych pociech – najmłodsze możemy z powodzeniem obwieźć po bieszczadzkich trasach rowerowych w foteliku. Starsze dzieci zaś z pewnością będą miały uciechę i solidną porcję frajdy mogąc już samodzielnie pedałować razem z nami.
Jadąc rowerem w Bieszczady nie zaprzątamy sobie głowy tym czy nasze maluchy lubią górskie wycieczki, czy dany szlak nie jest zbyt stromy, zbyt nasłoneczniony, niebezpieczny etc. Jadąc rowerem zawsze mamy możliwość szybkiego zawrócenia w przypadku załamania pogody czy innych przeciwności. Z łatwością zabierzemy też ze sobą dużą ilość napojów czy jedzenia na piknik urządzony gdzieś po drodze.
Nieco starsze dzieci zainteresuje na pewno zwiedzanie trudniej dostępnych bieszczadzkich ostępów i poszukiwanie zapomnianych śladów burzliwej bieszczadzkiej historii. Maluchy będą szczęśliwe mogą penetrować dzikie rejony, a i niejeden dorosły poczuje w sobie żyłkę odkrywcy.
Po wszystkim tym co zostało napisane powyżej odpowiedź na pytanie o to czy warto zaplanować wakacyjny czy nawet weekendowy wypad w Bieszczady na rowerze jest chyba łatwa. Planowanie takie nie nastręcza przy tym naprawdę większych trudności. Mapę oraz przewodnik rowerowy z zaznaczonymi trasami rowerowymi kupimy niemal w każdym sklepie turystycznym czy sklepie internetowym. W przewodniku takim znajdziemy dziesiątki gotowych propozycji tras z ich szczegółowym opisem, przebiegiem, stopniem trudności itp.
Ważne abyśmy zawczasu zaopatrzyli się w wygodne, sportowe ubrania dostosowane do pory roku, o której ruszamy na naszą eskapadę. Musimy koniecznie pamiętać, że klimat Bieszczadów jest naprawdę ostry i łatwo tu o szybkie załamanie pogody. W rejonie tym prognozy nad wyraz często okazują się nietrafne. Przezornie będzie zatem zabrać ze sobą kurtkę deszczową nawet w wydawało by się najcieplejszy i najbardziej słoneczny dzień. W rowerowym koszyku nie może zabraknąć kanapek, czegoś do picia i odrobiny słodyczy dla odzyskania energii utraconej na pedałowaniu.
Sam rower najlepiej byłoby zabrać z domu i przywieźć na bagażniku. Jeśli nie jest do jednak możliwe z pomocą przyjdą nam liczne w Bieszczadach wypożyczalnie rowerów. Ich listę znajdziemy w internecie lub w przewodniku rowerowym. Jeszcze z domu przezornie będzie zadzwonić do jednej z nich i umówić się na wynajem potrzebnej nam ilości jednośladów. Po tych wszystkich przygotowaniach nie pozostanie nam nic innego jak odliczać dni do wyjazdu i cieszyć się kolejną przygodą w tych górach, które tak bardzo kochamy!


