Nasze Bieszczady

  • Blog
    • Poradniki
    • Wycieczki
    • Historia
    • Atrakcje
  • Grupa Dyskusyjna
  • O Nas

Atrakcje w Bieszczadach Jesienią

Image23 października 2016 BlogAtrakcje, Poradniki
Atrakcje w Bieszczadach jesienia

Atrakcje w Bieszczadach Jesienią

Bieszczady to jeden z najpiękniejszych zakątków Polski. Z roku na rok przyciągają one rosnące rzesze turystów poszukujących dzikiej przyrody i wspaniałych górskich widoków. Kojarzone są przede wszystkim przy tym z okresem wakacyjnym. To właśnie w środku lata wszystkie bieszczadzkie szlaki są najłatwiej dostępne, wszystkie restauracje i bary otwarte. Jest to także najlepszy moment na odwiedzenie jednej z niezliczonych bieszczadzkich atrakcji. Czy jednak na pewno? Turyści wybierający się w te strony po sezonie zastanawiają się czy czekają na nich jakieś atrakcje w Bieszczadach jesienią? Spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie!

Połoniny

Zastanawiając się jakie atrakcje w Bieszczadach jesienią będą do naszej dyspozycji w tych najpiękniejszych z gór nie sposób nie zacząć od połonin. Górskie wycieczki kojarzą się oczywiście najbardziej z okresem letnim, ale nie oznacza to wcale, że nie powinniśmy wybierać się w góry po sezonie, w tym jesienią. Wręcz przeciwnie, po sezonie, a chyba szczególnie jesienią, połoniny potrafią być najpiękniejsze. Lato to wszechobecna, dominująca w przyrodzie zieleń. Jesień tymczasem to niezwykła mozaika kolorów, od gasnącej zieleni przez wszystkie odcienie żółci, aż do krwistej czerwieni.

Wycieczka o tej porze roku potrafi dostarczyć niezwykłych widoków i doznań. W ściółce gęstego bukowego lasu pokrywającego bieszczadzkie masywy dominują tysiące opadniętych, kolorowych liści. Wyżej, już na samej połoninie, naszym oczom ukaże się przepiękny spektakl kolorów. W oddali zobaczymy iskrzące się setkami kolorów drzewa bieszczadzkich lasów liściastych. Kontrastować będą one z pożółkłymi połoninami i partiami szczytowymi otaczających nas gór nieraz przypruszonymi delikatnie pierwszym śniegiem. To wszystko sprawia, że według niektórych Bieszczady są najpiękniejsze właśnie jesienią.

Atrakcje w Bieszczadach jesienia

Doliny

Niezliczone atrakcje w Bieszczadach jesienią nabierają szczególnego kolorytu. Nie inaczej jest z niezwykłymi bieszczadzkimi dolinami skrywającymi ślady tutejszej burzliwej historii. W dolinach bowiem przed laty mieściły się niezliczone i bardzo ludne bieszczadzkie wsie. To w nich od setek lat zamieszkiwali tutejsi rdzenni górale – Bojkowie. Ich barwna historia została przerwana brutalnie przez powojenne wysiedlenia. Do dziś po żyjących tu niegdyś ludziach pozostały niknące z wolna ślady – zarastające cmentarze, ginące w trawie i zaroślach podmurówki wiejskich zabudowań, puste cerkwiska oraz nieliczne ocalałe cerkwie.

Spacer bieszczadzkimi dolinami, szczególnie po sezonie letnim to niezwykłe przeżycie. Na ścieżce nie spotkamy najczęściej inny turystów. Chyba większym prawdopodobieństwem jest wpadnięcie tutaj na stado dzikich zwierząt niż na ludzi. Doliny skrzą się tysiącami jesiennych kolorów pokrywających okoliczne wzgórza. Znikające po lecie bujne trawy i zarośla odsłaniają zaś relikty przeszłości. To właśnie o tej porze roku z łatwością znajdziemy zapomniane, dawno nie używane studnie czy ślady wiejskich chat. Wyprawa w doliny to wspaniała przygoda nie tylko przyrodnicza, ale także, a może przede wszystkim, historyczna.

Atrakcje w Bieszczadach jesienia

Miejscowości

Atrakcje w Bieszczadach jesienią nie ustępują ani na krok tym ze szczytu sezonu letniego. Mało tego, wiele z nich według nas to właśnie jesienią nabiera swojego prawdziwego. magicznego charakteru. Dotyczy na przykład bieszczadzkich miejscowości. Kto odwiedza te strony latem może być zdziwiony i nieprzyjemnie zaskoczony tym jak wielu innych turystów tu spotka. Dawno w niepamięć odeszły czasy „zakapiorskich Bieszczadów”, kiedy to w tutejszych wsiach położonych na krańcu świata naprawdę trudno było uświadczyć żywego ducha.

Dziś w szczycie sezony wakacyjnego Bieszczady przypominają już inne turystyczne regiony naszego kraju. Wszędzie panuje gwar, restauracje są zapełnione po brzegi, na szlakach nieraz idziemy gęsiego za innymi wędrowcami. Sytuacja zmienia się diametralnie po sezonie, szczególnie późną jesienią czy wczesną wiosną. To właśnie wówczas bieszczadzkie miejscowości pustoszeją, sklepy i restauracje zamykają się i już chyba tylko wtedy możemy sobie wyobrazić jak niegdyś wyglądało tutaj życie, gdy na ulicy mogliśmy spotkać jedynie przysłowiowego „psa z kulawą nogą”.

Do takich miejscowości, które naszym zdaniem o wiele lepiej jest odwiedzić po sezonie niż latem należy chociażby Wetlina, Smerek, Cisna czy Ustrzyki Górne. Często będziemy przejeżdżać czy przechodzić przez nie jako jedyni żywi ludzie. Nieraz spotkamy też wtedy człapiącego niespiesznie poboczem brodatego i odzianego w ubranie moro „bieszczadzkiego zakapiora” poszukującego napitku. Choć czar powojennych czasów w Bieszczadach już dawno minął to właśnie jesień daje szansę na wyobrażenie sobie jak wyglądały wówczas tutejsze miejscowości.

Atrakcje w Bieszczadach jesienia

Inne atrakcje

Atrakcje w Bieszczadach jesienią obejmują także te znane z lata, które co roku przyciągają rzeszę turystów, czy rodzin z dziećmi. Można do nich zaliczyć zagrodę żubrów w Mucznem, drezyny rowerowe, czy bieszczadzką kolejkę leśną. Przed odwiedzeniem którejś z nich musimy jednak w tym przypadku upewnić się czy dana atrakcja jest czynna i przyjmuje odwiedzających w trakcie naszego jesiennego urlopu. Część z nich będzie nieraz bowiem już zamknięta ze względu na późną porę roku.

Atrakcje w Bieszczadach jesienia

Atrakcje w Bieszczadach jesienią – podsumowanie

Czy atrakcje w Bieszczadach jesienią są równie ciekawe i godne naszej uwagi jak te, które możemy odwiedzać latem? Jak najbardziej tak! Mało tego, część z nich de facto dopiero jesienią nabiera szczególnego uroku i to właśnie ta pora roku jest naszym zdaniem najlepsza na ich podziwianie. Miejsca takie jak Cerkiew w Smolniku nad Sanem czy Łopienka prezentują się najpiękniej właśnie w otoczeniu jesiennych kolorów. To właśnie one w połączeniu porannych i wieczornych mgieł, chłodnych dni spędzonych na spacerach i wieczorach przy kominku sprawiają, że jesień jest ulubioną porą wielu turystów na wypad w Bieszczady.

Co Zabrać w Bieszczady o Każdej Porze Roku

Image12 października 2016 BlogPoradniki
Co zabrac w Bieszczady

Co Zabrać w Bieszczady o Każdej Porze Roku

Co zabrać w Bieszczady? Pytanie z pozoru proste i wydawałoby się niegodne poświęcenia mu osobnego artykułu, a jednak spędza sen z powiek wielu turystom przed wyjazdy w te najpiękniejsze z gór. Złe przygotowanie do wyprawy w Bieszczady jest często po czasie powodem do zmartwień, przyczyną przeziębienia i przyczynkiem do wykrzykiwanych na górskich szlakach gromkich przekleństw. Z tego właśnie względu mimo, że temat wydaje się dość oczywisty, postanowiliśmy poświęcić mu kolejny wpis na naszym blogu.

Jak już wielokrotnie o tym pisaliśmy i chociaż jest to dość dziwne to jednak Bieszczady mają to do siebie, że przez wiele osób uważane są za góry niskie, łatwe technicznie i niewymagające. Niejeden turysta utożsamia je z Beskidem Śląskim, Żywieckim, czy Niskim myśląc o nich jako o zalesionych, łagodnych wzniesieniach.

Być może dzieje się tak ze względu na nieznajomość budowy łańcucha Karpat. Pasma górskie leżący na zachód od Przełęczy Łupkowskiej należą wszak do Karpat Zachodnich i rzeczywiście posiadają podobno budowę geologiczną, stąd podobieństwa chociażby pomiędzy poszczególnymi łańcuchami Beskidów. Tymczasem nie każdy wie, że łańcuchy górskie leżące na wschód od wspomnianej przełęczy należą już do Karpat Wschodnich. Posiadają one odmienną, bardzo charakterystyczną budowę. Potwierdzi to każdy kto był na Ukrainie czy nawet w Rumunii – wiele z tamtejszych pasm górskich do złudzenie przypomina Bieszczady.

Co charakteryzuje zatem nasze ukochane góry? Podobnie jak w innych łańcuchach górskich Karpat Wschodnich spotkamy tu bardzo strome, mocno nachylone stoki oraz przepastne doliny. Brak tutaj znanego chociażby z Tatr piętra roślinnego kosodrzewiny. Tutejsze lasy gwałtownie przechodzą w tak bardzo znane z setek fotografii połoniny. W samym lesie dominują buki. Tutejsze błotniste szlaki często pełne są ich śliskich korzeni. W Bieszczadach z łatwością odnajdziemy także wszędobylskie wychodnie skalne, w wielu miejscach z ziemi wystają też ostre jak brzytwa skały tzw. fliszu karpackiego.

Wszystko powyższe w połączeniu z wysokogórskim, ostrym i niezwykle zmiennym klimatem i pogodą sprawia, że Bieszczady to de facto jedne z bardziej wymagających i trudniejszych technicznie gór w Polsce. Nie oznacza to oczywiście, że osoby z mniejszym doświadczeniem nie powinny wybierać się w te strony. Wręcz przeciwnie, pisaliśmy już o tym, że nawet turyści z dziećmi czy wręcz z niemowlakiem mogą spokojnie dać sobie radę na tutejszych szlakach. Wyjazd w te strony wymaga jednak odpowiedniego przygotowania. O nim opowiemy poniżej!

Wiosna

Nasz krótki opis tego co zabrać w Bieszczady o każdej porze roku zaczniemy od wiosny. Jak przystało na wysokogórski klimat jest ona tutaj kapryśna, nieraz obfituje w opady śniegu i przedłuża się w nieskończoność. Przygotowanie do niej możemy potraktować zbiorczo razem z jesienią ze względu na liczne podobieństwa pomiędzy tymi dwiema porami roku o czym napiszemy jeszcze dalej. Tymczasem pomówmy o wiośnie.

Co zabrac w Bieszczady

Wszelkie rozważania na temat co zabrać w Bieszczady, podobnie zresztą jak w inne góry, musimy zacząć od butów. Oczywiście sami niemal w trakcie każdego wyjazdu do krainy bieszczadzkiego kresu widzimy dziesiątki osób dziarsko przemierzających górskie szlaki w japonkach, klapkach kąpielowych, kozaczkach, balerinkach itp, jednak z punktu widzenia rozsądku wydaje się to naprawdę szczytem głupoty.

W górach jedno jest pewne – ruszając w nie bez porządnych butów prosimy się o problem i interwencję GOPR. Dla naszych potrzeb uznajmy to za oczywistą oczywistość i pomińmy powtarzanie jej przy okazji opisu każdej z kolejnych pór roku.

Co zatem spakować do plecaka w Bieszczady wiosną? O tej porze roku w Bieszczadach potrafi być nadal bardzo zimno i przede wszystkim mokro jako, że królują tu wówczas mgły. Nieodzowna będzie zatem lekka bielizna termiczna. Kto wybiera się na połoniny ten powinien przed wyjazdem uważnie śledzić prognozy pogody i rozważyć zabranie zimowej kurtki. Jeśli okaże się, że nie ma mrozu wtedy wystarczy zabrać kurtkę przeciwdeszczową i softshell czy polar. Nieodzowne będą także długie spodnie chroniące od wiatru i deszczu, czy nieraz deszczu ze śniegiem.

Doskonałym dopełnieniem naszego górskiego ekwipunku właściwie o każdej porze roku są kijki trekingowe. Wiosną, gdy popada mokry i śliski śnieg mogą okazać się szczególnie nieocenione. Z racji wspomnianych już mgieł i szybko zapadających ciemności warto wyposażyć się także w mocne latarki, najlepiej czołówki. W plecaku nie może zabraknąć przekąsek, słodyczy dla odzyskania utraconej energii o ciepłej herbaty w termosie.

Lato

Lato w górach to diametralna zmiana pogodowych warunków i nowe wyzwania, którym trzeba sprostać zastanawiając się co zabrać w Bieszczady. Wiosenny chłód i wilgoć ustępuje teraz miejsca wszechobecnemu upałowi i skwarowi. Wybierając się na górską wycieczkę o tej porze roku trzeba pamiętać o specyficznej charakterystyce Bieszczadów. Okazuje się, że początek naszej wyprawy na szlak upłynie nam na pokonaniu mozolnego, stromego podejścia w gęstym lesie.

Panuje tutaj niezwykle często nieznośna duchota. Powietrze jest zastałe, nie ma tutaj przewiewu wiatru co powoduje, że naprawdę momentami brakuje nam tchu. Aby uniknąć takich warunków możemy wyprawić się na szlak bardzo wcześnie rano. Jeśli jednak tego nie zrobimy wówczas warto przygotować się odpowiednio do fragmentu wędrówki aż do momentu wyjścia z lasu na połoninę. Dobrze zatem ubrać się w cienkie, przewiewne ubranie. Idealna będzie sportowa koszulka i krótkie spodnie. Wszystkie grubsze rzeczy na tym etapie niesiemy spakowane w plecaku. W przeciwnym razie grozi nam przegrzanie.

Co zabrac w Bieszczady

Warunki zmieniają się skokowo po wyjściu z lasu na połoninę, a w szczególności na górską grań. W strefie tej bardzo często zaczyna mocno wiać, ale najczęściej panuje tu nieznośny wprost letni skwar. W przypadku wiatru musimy być przygotowani na zmianę cienkiej koszulki z podejście na suchą, grubszą i najlepiej bawełnianą. Nawet w środku lata nie jest tutaj rzadkością konieczność założenia na siebie softshella albo wiatrówki oraz zimowej czapki. Nieodzowne będą też okulary słoneczne.

Z drugiej strony jeśli przyjdzie nam zdobywać bieszczadzkie szczyty w bezwietrzny dzień wówczas na grani przyda nam się kolejna cienka koszulka na zmianę oraz lekkie nakrycie głowy chroniące przed promieniami słońca. Bez niego udar cieplny gwarantowany!

Jeśli zaś o cieple mowa to warto wspomnieć, że lato to ta z pór roku, w której w plecaku nosimy ze sobą największą ilość napojów. Chyba najlepiej sprawdzają się wówczas napoje izotoniczne pozwalające uzupełnić mikroelementy wypocone w trakcie mozolnego podejście w upale oraz duża ilość wody. Jak widzimy konieczność przygotowania się latem na różne scenariusze pogodowe (od gradu, przez rzęsisty deszcz, po nieznośny upał) powoduje, że na wycieczkę będziemy zmuszeni taszczyć mocno wypakowany plecak.

Jesień

Kolejna pora roku, tak jak to było napisane już wcześniej, pod względem warunków pogodowych panujących w górach bardzo przypomina wiosnę, stąd zastanawiając się co zabrać w Bieszczady jesienią możemy spokojnie wrócić do wcześniejszych porad. Podobnie jak wiosną przyda nam się cienka bielizna termiczna. Nieodzowne będą długie, softshellowe spodnie, polar oraz dobra kurtka przeciwdeszczowa. Jak zawsze przydadzą nam się kijki trekingowe.

Co zabrac w Bieszczady

Z różnic między wiosną, a jesienią najważniejszą jest chyba fakt, że pod koniec roku kalendarzowego zdecydowanie łatwiej jest spotkać w górach nieraz dość mocne opady śniegu. W związku z tym osoby wybierające się na szczyty powinny poważnie rozważyć zabranie ze sobą ocieplanej zimowej kurtki. W skrajnych przypadkach mocnych opadów nie będzie niczym dziwnym wyposażenie się w ekwipunek stricte zimowy jak raki czy rakiety śniegowe. Tak specjalistyczny sprzęt nie będzie jednak potrzebny w dolinach czy na mniej wymagających szlakach. Podstawią będzie tu po raz kolejny uważne śledzenie prognoz pogody przed wyjazdem.

Zima

Zima przez wielu uważana jest za najbardziej magiczną porę roku w Bieszczadach kiedy to góry te w pełni pokazują swoje surowe oblicze. Z pewnością jest to jednocześnie najbardziej wymagająca technicznie pora roku, szczególnie jeśli zdecydujemy się zdobywać najwyższe bieszczadzkie szczyty. Trudne warunki atmosferyczne będą oczywiście w znacznym stopniu rzutowały także na to co zabrać w Bieszczady o tej porze roku.

Co zabrac w Bieszczady

Chyba każdy turysta marzy o wędrówkach dolinami zasypanymi przez śnieg wśród drzew uginających się pod czapami ciężkiego puchu albo połoninami pokrytymi lodem tworzącym formy rodem nie z tego świata. W Bieszczadach wszystko to będzie możliwe przy odrobinie przygotowań. Zimą musimy przede wszystkim zaopatrzyć się w grubą, najlepiej wełnianą bieliznę termiczną, która będzie nas chroniła przed temperaturami spadającymi nieraz do -25 stopni. Gruba zimowa kurtka i wiatroszczelne spodnie będą również nieodzowne. Niezłym pomysłem jest zabranie na wycieczkę kominiarki czy polarowego komina.

O tej porze roku w zależności od tego z jakim śniegiem przyjdzie nam się zmierzyć na szlaku konieczne może się okazać posiadanie czy wypożyczenie raków lub rakiet śnieżnych. Same dobre buty z membraną i grubą podeszwą mogą okazać się niewystarczające. Jeśli wybieramy się w odludny zakątek Bieszczadów jak np. do bieszczadzkiego worka nie będzie przesadą posiadanie nawet najtańszego odbiornika GPS z zaznaczoną trasą, która niezwykle łatwo zgubić w zaspach śniegu. O naładowanym telefonie umożliwiającym ewentualne wezwanie pomocy oczywiście nie wspominamy. Kolejną oczywistością będzie coś ciepłego do picia, kanapki i spora ilość czekolady czy batoników energetycznych.

Co zabrać w Bieszczady – podsumowanie

Jak widzimy z naszych powyższych rozważań odpowiedź na pytanie o to co zabrać w Bieszczady będzie bardzo mocno uzależniona od pory roku o jakiej wybieramy się w ten przepiękny zakątek naszego kraju. Dodatkowo może ona zależeć od nieoczekiwanych zdarzeń pogodowych jak śnieżyce, nagłe mgły czy fale upałów. Kilka elementów naszego ekwipunku jest jednak niezmiennych i stanowi swoisty fundament każdego wypadu w góry. Mowa tu oczywiście o podkreślanych już butach, plecaku, kurtce przeciwdeszczowej czy naładowanym telefonie komórkowym. Pamięć o tych kilku drobiazgach i odpowiednie przygotowanie do naszego wyjazdu sprawi, że tak jak wielu innych pokochamy te wspaniałe góry i już zawsze będziemy tu wracać… Właśnie tego wszystkim Wam życzymy!

Kiedy Jechać w Bieszczady Jesienią?

Gallery9 października 2016 3 komentarze BlogPoradniki

Kiedy Jechać w Bieszczady Jesienią?

Kiedy jechać w Bieszczady jesienią? To pytanie, które pojawiaj się bardzo często pod koniec każdego roku. Pierwsza na usta ciśnie się dość oczywista odpowiedź: zawsze, o każdej porze jesieni i najlepiej nie wracać już nigdy do domu! Z racji jednak tego, że większość z nas nie może sobie ani na jedno, ani na drugie pozwolić nie pozostaje nam nic innego jak poszukać nieco bardziej sensownej porady.

Bieszczady to góry, które zachwycają swoją różnorodnością i zmiennością. Powtarzamy to przy każdej możliwej okazji. Zmienność ta przejawia się przede wszystkim w niezliczonych odcieniach spotykanej tu pogody, aury, klimatu oraz tego co dzieje się w przyrodzie. Sprawia to, że te same miejsca możemy odwiedzać w nieskończoność niemal co kilkanaście dni, a czujemy się jakbyśmy byli zupełnie gdzie indziej. Do takich naszych magicznych miejsc, w których sami już nie pamiętamy ile razy byliśmy należą Smolnik nad Sanem, Łopienka, Krywe, czy Tworylne…

Bywamy w nich o każdej porze roku i za każdym razem jest zupełnie inaczej. Inne jest pogoda – raz palące słońce, raz gęsta mgła, raz głęboki śnieg. Inna jest przyroda – raz bezlistne, szare gałęzie drzew, raz jasnozielone pączki liści, raz oszałamiająca zieleń lata, raz feeria barw jesieni. Za każdym razem odwiedzamy naprawdę inne miejsce.

Taką szczególnie zmienną, prezentującą setki kolorytów pór roku jest jesień, przez wielu uważana zresztą za najlepszą porę roku, o której warto odwiedzić Bieszczady. Z wielu względów nie każdy jednak może wygospodarować czas na przyjazd w te piękne góry co dwa czy trzy tygodnie. Każdy jednak chciałby chociaż raz do roku odwiedzić bieszczadzki kres i napawać się pięknem jesiennych kolorów. Skoro tak to nie pozostaje nam nic innego jak zagłębić się w odpowiedź na tytułowe pytanie o to kiedy jechać w Bieszczady jesienią?

Wrzesień

Wrzesień to pierwszy z miesięcy, w którym znikają z przyrody oznaki bieszczadzkiego lata. Już na samym początku tego miesiąca, a właściwiej już pod koniec sierpnia, dzień staje się nieco krótszy, rano i wieczorem w dolinach pojawiają się gęste mgły, noce są już chłodne, a w ciągu dnia nie dokucza palące słońce i skwar. Do pełnych oznak jesieni jeszcze jednak dość daleko.

Kiedy jechac w Bieszczady jesienia

Kto wybierz się w Bieszczady na początku września z nadzieją na odbycie jesiennego wyjazdu w te piękne strony ten może wrócić do domu niezadowolony. O tej porze roku oprócz wyżej wspomnianych oznak schyłku roku kalendarzowego w naturze dominuje nadal lato. Wszędzie króluje nadal niepodzielnie zieleń. Jest ona co prawda nieco ciemniejsza niż np. w czerwcu, a połoniny żółcieją po całym lecie ostrego słońca jednak do kolorów jesieni jeszcze daleko.

Kiedy jechac w Bieszczady jesienia

Kto liczy na paletę barw od żółci do czerwieni ten wyjedzie z Bieszczadów z nosem spuszczonym na kwintę również po wypadzie w te strony nawet pod koniec września. O tej porze roku pierwsze drzewa zaczynają się żółcić, gdzieniegdzie liście spadają już także na ziemię, ale to jeszcze nie to, o co nam chodzi. Może jedynie w wyższych partiach gór znajdziemy nieco rudziejących traw i borowin.

Kiedy jechac w Bieszczady jesienia

Październik

Kto pragnie zobaczyć na własne oczy jeden z najpiękniejszych spektakli jaki potrafi zgotować przyroda w naszym kraju ten powinien rezerwować sobie czas na wyprawę w Bieszczady na początku października. Jest to naprawdę idealny moment na wypad w te strony. Temperatury są już nieco niższe, ale nie tak niskie aby marznąć. Grubszy sweter i dobra kurtka uchronią nas od tego. Dni są już zdecydowanie krótsze niż latem, ale jeszcze na tyle długie, że spokojnie starczy nam dziennego światła na nawet dość długą i wymagającą górską wędrówkę. Co jednak najważniejsze, w przyrodzie zaczynają dziać się cuda.

Kiedy jechac w Bieszczady jesienia

W bieszczadzkim lesie, na zboczach każdego wzniesienia i góry ciemnej zieleni drzew iglastych zaczynają towarzyszyć wszelkie możliwe kolory żółci i czerwieni. Las wydaję się płonąć. Na zboczach króluję istna orgia kolorów. Pojedyncze drzewo potrafi mieć jeszcze zielone liście przy gałęziach, żółte dalej od nich, a najdalej od pnia zupełnie czerwone. Jedynie przychodzące na myśl skojarzenie to ogień płonącej świecy czy zapałki. Wobec tego spektaklu nie można przejść obojętnym. O tej porze roku robimy zawsze najwięcej zdjęć i naprawdę nie możemy wrócić do pensjonatu z górskich wycieczek.

Kiedy jechac w Bieszczady jesienia

Również koniec października dostarcza niezwykłych widoków. Tak długo jak nie ma w górach mrozu tak długo liście drzew nabierają barw i coraz bardziej czerwienieją przechodząc miejscami w purpurę. Z lasu znika w całości widoczna jeszcze niedawno zieleń. Niepodzielnie króluje teraz kolor czerwony i pomarańczowy. Połoniny również nabierają płowego, ciemnożółtego koloru. Niejednokrotnie scenerię tę przykrywa lekki śnieg, szron, czy szadź. Bajkowy pejzaż…

Kiedy jechac w Bieszczady jesienia

Listopad

Kto nie mógł dotrzeć w Bieszczady w październiku ten może pokusić się o wyjazd w te strony nawet jeszcze w połowie listopada. Kolorów będzie teraz już w przyrodzie zdecydowanie mniej, co nie znaczy, że nie będzie pięknie. O tej porze roku większość liści spada już z drzew. Na zboczach gór dominuje teraz szary kolor gołych gałęzi wzbogacany srebrzystym połyskiem kory licznych tutaj buków. Gdzieniegdzie lasy rozświetlają ogniki pojedynczych brzóz oraz modrzewi, które do późnego listopada zachowują kolor pomarańczowy. W dolinach spotkamy ostatnie jesienne owoce przeróżnych krzewów czy wysychające kwiatostany traw.

Kiedy jechac w Bieszczady jesienia

Kiedy jechać w Bieszczady jesienią – podsumowanie

Uważny czytelnik dostrzegł zapewne, że odpowiedź na tytułowe pytanie o to kiedy jechać w Bieszczady jesienią padła już właściwie w powyższym tekście. Naszym absolutnym faworytem jest tutaj oczywiście październik! Gdybyśmy musieli przy tym wybierać to bez wahania wskażemy na jego początek jako na idealny moment na wypad w Bieszczady.

To właśnie o tej porze roku natura serwuje nam istne kolaże kolorów od ciemnej zieleni, przez żółty, aż do krwistej czerwieni. Bieszczadzki las zdaje się płonąć w ciepłych promieniach jesiennego słońca. O tej porze roku może zaskoczyć nas nieraz przymrozek, nieraz poprószy śnieg, który tylko doda niezwykłości górskim pejzażom. Gdyby to było możliwe to sami chcielibyśmy aby październik ze wszystkim co niesie ze sobą w przyrodzie trwał cały rok. Kto raz przyjedzie w Bieszczady o tej porze roku, ten już na pewno będzie tu zawsze wracał…

3 dni w Bieszczadach Po Sezonie

Image4 października 2016 2 komentarze BlogAtrakcje, Bieszczady Aktywnie, Poradniki
3 dni w bieszczadach po sezonie

3 dni w Bieszczadach Po Sezonie

3 dni w Bieszczadach po sezonie… Wydaje się, że to bardzo niewiele czasu na odwiedzenie tych wspaniałych gór. I to na dodatek po sezonie? W dzisiejszych czasach, w których jesteśmy mocno związani naszymi zawodowymi obowiązkami i mamy tak wiele na głowie można zapytać czy ma sens przerywać codzienną rutynę na zaledwie 3 dni?

Czy warto jechać w ten odległy zakątek naszego kraju na tak krótko? Czy taki wypad wart jest naszego poświęcenia i trudów podróży? Czy jest tam co robić po sezonie letnim? Czy taki wyjazd w ogóle ma sens? Na pozór wydawać by się mogło, że nie… Przekonajmy się zatem, że tak nie jest i że naprawdę warto zorganizować nawet krótką wyprawę aby spędzić 3 dni w Bieszczadach!

Jak dojechać?

Wyjazdy na urlop we wszelkie święta, weekend majowy, czy szczególnie w okresie wakacyjnym kojarzą nam się nieodłącznie z korkami i dużymi trudnościami w dotarciu do celu naszej podróży. Jadąc w góry latem jesteśmy przecież niejednokrotnie skazani na odstanie kilku długich godzin w korku.

Tymczasem sprawa przedstawia się zupełnie inaczej po sezonie urlopowym, szczególnie jeśli wybieramy się w góry na 3 dni po sezonie i jedziemy na południe np. późnym wieczorem w czwartek. Sami podróżujemy w Bieszczady najczęściej właśnie w ten sposób. Wyruszamy w drogę po pracy, a więc często dopiero ok. godziny 16-17. Dzięki temu, że rozpoczynamy naszą wyprawę właściwie w środku tygodnia zwykle na trasie nie spotykamy żadnych większych utrudnień. Wyjazd z miasta nie nastręcza tylu problemów jak to bywa latem, a i dalej droga jest nieraz dosłownie pusta z racji późnych godzin wieczornych.3 dni w bieszczadach po sezonie

Jeśli chodzi o powroty to udało nam się zaobserwować jeden niezbity fakt. Otóż w naszym przypadku okazało się, że zdecydowanie lepiej w drogę powrotną jest wybierać się w niedzielę, niż np. w poniedziałek. Dzieje z się tak z uwagi na fakt, że w weekend w mniejszych miejscowościach leżących na naszej trasie do domu nie ma zbyt dużego ruchu. Jeśli wracamy w poniedziałek te same miejscowości tętnią już życiem normalnego pracującego dnia i nieraz są naprawdę mocno zakorkowane.

Oczywiście wszystkim powyższym nie muszą się przejmować osoby wybierające się na 3 dni w Bieszczadach pociągiem czy autobusem. Również jednak w przypadku tych środków transportu zdecydowanie łatwiej o wolne miejsce i o wygodniejszą podróż poza sezonem letnim czy świątecznym. Nadal nie brakuje także osób wybierających się w Bieszczady „na stopa” – ta metoda wydaje się dobra dla odważnych o każdej porze roku.

Gdzie nocować?

Chcąc spędzić 3 dni w Bieszczadach po sezonie będziemy musieli zatrzymać się chwilkę nad wyborem naszego noclegu. O ile latem naprawdę nie brakuje tutaj lokum, o tyle późniejszą jesienią czy wczesną wiosną możemy się spotkać z sytuacją, w której większość znanych nam z lata miejsc jest po prostu zamkniętych i nie przyjmuje gości.3 dni w bieszczadach po sezonie

Nieczynna może być spora część ośrodków składająca się z nieogrzewanych, drewnianych domków. Część gospodarzy w przypadku kwater prywatnych również może nie być gotowa na przyjmowanie turystów lub po prostu tego nie chcieć. Zamknięte mogą być także niektóre gospodarstwa agroturystyczne. Warto także będzie samodzielnie upewnić się o tym, że dany nocleg jest przystosowany do warunków jesiennych czy zimowych. Nikt przecież nie chce marznąć w środku zimy w nieogrzewanym domku bez kominka.

Co do rozmieszczenia geograficznego noclegów poza sezonem to może się okazać, że znajdziemy coś dla siebie jedynie w większych miejscowościach. Latem w Bieszczadach po brzegi wypełnione są dosłownie wszystkie miejsca noclegowe, niezależnie od ich umiejscowienia. Poza sezonem jednak te leżące w mniejszych miejscowościach czy z dala od głównych szlaków mogą także być zamknięte. Słowem jeśli wybieramy się na 3 dni w Bieszczadach poza okresem wakacyjnym to musimy być gotowi na chwilkę szperaniny w internecie w poszukiwaniu dostępnego i odpowiedniego dla naszych potrzeb miejsca, gdzie będziemy się mogli zatrzymać.

Co jeść?

Jeśli wybieramy się na 3 dni w Bieszczadach po sezonie to poważniejszego przemyślanie wymaga również kwestia tego co będziemy w ciągu tych paru dni jeść. O ile latem do naszej dyspozycji jest wiele serwujących pysz3 dni w bieszczadach po sezoniene jedzenie restauracji i chyba jeszcze więcej przeróżnych barów rozrzuconych wokół całych Bieszczadów, o tyle jesienią, zimą i wiosną może okazać się, że dosłownie wszystkie z tych miejsc są zamknięte. Po sezonie wszak jedynie w większych miejscowościach otwarte zostają większe lokale. Wszelkie stragany, budki z goframi, naleśnikami i innymi przysmakami znikają aż do następnego lata.

Możemy zatem być zdani jedynie na to co sami sobie ugotujemy. Musimy zatem upewnić się, że miejsce noclegowe, do którego zmierzamy dysponuje choćby najbardziej podstawową kuchnią, lodówką itp. Pewnym wyjściem z sytuacji mogą okazać się lokale gastronomiczne serwujące jedzenie bardziej z myślą o rodowitych mieszkańcach Bieszczadów niż o przyjezdnych. Te zwykle są otwarte przez cały rok, a jakoś oraz wielkość serwowanych posiłków może nas naprawdę zadziwić. Naszym własnym ulubionym miejscem tego typu jest restauracja przy Zajeździe Krzemień w Czarnej Górnej.

Co zobaczyć?

Odpowiedź na pytanie co zobaczyć spędzając 3 dni w Bieszczadach po sezonie jest zdecydowanie najłatwiejsza. Tak się wszak szczęśliwie składa, że zdecydowaną większość najpiękniejszych miejsc w Bieszczadach czy atrakcji tych wspaniałych gór możemy z powodzeniem podziwiać również po okresie wakacyjnym. Ba, część z nich to właśnie jesienią czy zimą prezentuje się w najbardziej spektakularny sposób. Pomysłów na aktywne spędzanie czasu w tych stronach jest naprawdę bez liku. Jest tu co robić z dziećmi, czy gdy pada deszcz.3 dni w bieszczadach po sezonie

Do naszej dyspozycji jest zatem właściwie wszystko to co i latem. Mamy zatem przepiękne górskie szlaki, również te dla początkujących, ścieżki rowerowe (o ile pogoda dopisze), czy spacerowe, idealne na przechadzki z psem. Mamy także moc atrakcji w postaci chociażby cerkwi, które wyglądają naprawdę spektakularnie w jesiennej czy zimowej scenerii. Późna jesień oraz wczesne przedwiośnie to także najlepszy moment na poszukiwania śladów bogatej bieszczadzkiej historii, które latem giną w gąszczu zarośli, a zimą drzemią spokojnie przysypane grubą warstwą śniegu.

Czy warto spędzić 3 dni w Bieszczadach poza sezonem?

Czas na odpowiedź na zadane na samym początku niniejszego wpisu pytanie o to, czy warto spędzić 3 dni w Bieszczadach po sezonie? My sami de facto najbardziej lubimy wyprawianie się w nasze ulubiony góry właśnie w ten sposób, więc nasze zdanie na ten temat jest dość jasne – jak najbardziej warto!

Z jednej strony tak krótkie wyjazdu dają możliwość wielokrotnego wybierania się w ciągu roku w ten wspaniały zakątek naszego kraju. Z drugiej, to właśnie po sezonie w pełni możemy docenić piękno tych gór. To właśnie wtedy jest ono najbardziej widoczne. Gdy tłumy znikają ze szlaków, ośrodki wczasowej pustoszeją, gdy bieszczadzkie szczyty i doliny spowijają mgły i przenikający chłód, wtedy odpoczywa się tutaj najlepiej.

Nie ma nic piękniejszego niż samotna wycieczka wśród opadających liści, bądź pośród wirujących płatków śniegu latem w otoczeniu sędziwych, skrzypiących pod naporem wiatru drzew. To właśnie wtedy zdaje nam się, że jesteśmy zagubieni na końcu świata, czas nie płynie i znów czujemy się częścią natury, od której na co dzień tak bardzo się oddalamy. To właśnie za to wszystko tak bardzo kochamy te góry…

Jak Zdobyć Bieszczadzki Worek?

Gallery28 września 2016 12 komentarzy BlogBieszczady Aktywnie, Dawne wsie, Wycieczki

Jak Zdobyć Bieszczadzki Worek?

Bieszczadzki Worek to nazwa, która w okresie PRL rozpalała wyobraźnię podróżników i śmiałków. W tamtym okresie teren ten był wszak praktycznie niedostępny. Zapuszczali się tutaj tylko najodważniejsi, najwytrwalsi i niebojący się spotkań z Wojskiem Ochrony Pogranicza. Wyprawa w te dzikie ostępy trwała przy tym zwykle kilka dni, przebiegała wyłącznie pieszo prze bezdroża, nocowało się pod namiotem, o zaopatrzenie się w choćby podstawowe produkty należało zadbać na długo przed wyruszeniem, a następnie taszczyć je na plecach przez wiele kilometrów. Nagrodą za te trudy było dotarcie do najdzikszego zakątka Polski, możliwość odkrywania śladów niezwykłej historii tych ziem pochłanianych przez żarłoczną przyrodę oraz dreszczyk emocji. Gdzie znajduje się to miejsce i jak wygląda dzisiaj?

Jak podaje Wikipedia Bieszczadzki Worek to:

nieformalna nazwa (o charakterze turystycznym) określająca teren położony między pasmem polskich Bieszczadów Wysokich na zachodzie a granicą z Ukrainą na wschodzie i południu. Jest to polska część doliny górnego Sanu, od jego źródeł, aż po Tarnawę Niżną.

Dziś tereny te nadal są bardzo odległe od wszelkich ośrodków cywilizacji jednak jednocześnie o wiele bardziej łatwo dostępne niż przed latami. Zachowały w sobie co prawda wiele z dawnego, dzikiego uroku, jednak wyprawa w te strony jest dziś po prostu kolejną ciekawą propozycją pośród innych bieszczadzkich szlaków dostępnych dla każdego. Również i my zapragnęliśmy zdobyć Bieszczadzki Worek i opowiedzieć Wam o naszej wycieczce.

Stuposiany

W dzisiejszych czasach chyba każdy kto planuje zobaczyć z bliska jak wygląda osławiony Bieszczadzki Worek rozpoczyna swoją wycieczkę w Stuposianach. To właśnie tutaj skręcamy z tzw. dużej bieszczadzkiej pętli i kierujemy się na Muczne. Wjeżdżając na drogę do Mucznego musimy pokonać niewielki mostek. Tuż za nim po prawej stronie znajduje się bardzo ciekawe cerkwisko oraz pozostałości dawnego, bojkowskiego cmentarza. Warto przystanąć tu na chwilę.

Po minięciu cmentarza kierujemy się dalej samochodem wgłąb Bieszczadzkiego Worka drogą, która zaprowadzi nas niemal na sam jego skraj i skąd dalej będziemy musieli kontynuować naszą wędrówkę już pieszo. Asfalt w tych stronach jeszcze do niedawna był w fatalnym stanie i bardziej przypominał ten znany nam z ukraińskich dróg jednak w ostatnim czasie nawierzchnia została naprawiona. Kierujemy się zatem obecnie wygodnie po nowiutkiej drodze wijącej się wśród wzgórz w kierunku celu naszej podróży.

Muczne

To co rzuca się od razu w oczy to niezwykła bujność i dzikość otaczającej przyrody. Jedziemy właściwie przez bardzo gęsty las, gdyby nie droga panowałaby tu niepodzielnie natura. Po prawej stronie mijamy Pokazową Zagrodę Żubrów i nieco dalej docieramy do Mucznego. Jest to bardzo ciekawe miejsce, a jednocześnie świetna miejsce na nocleg. Muczne to niewielka leśna osada, w którym niegdyś znajdowała się osada łowiecka i hotel Urzędu Rady Ministrów. Dziś budynek został zaadaptowany na potrzeby turystów. Znajduje się tu także kilka innych miejsc noclegowych. Muczne to także miejsce, w którym swój początek bierze szlak na Bukowe Berdo.

My jednak nie zostajemy tutaj lecz ruszamy w dalszą drogę. Zostawiamy w tyle Muczne, omijamy stoki Jeleniowatego i wydostajemy się wypłaszczenie biegnące wzdłuż meandrującego tutaj Sanu. Na terenach tych tętniło niegdyś życie jako, że to właśnie tutaj znajdowały się jedne z najbogatszych bojkowskich wsi. Zostały one unicestwione po II wojnie światowej na fali wysiedleń rdzennej ludności pochodzenia rusińskiego . Dziś to pustkowie zagarnia dla siebie przyroda.

Tarnawa Niżna

Docieramy do Tarnawy Niżnej, w której mijamy bazę turystyczną, pozostałości po budynkach Kombinatu Rolno-Przemysłowego „Igloopol” oraz zaledwie kilka zabudowań i mkniemy dalej. Nieco dalej docieramy do słynnych torfowisk – warto znów tu przystanąć i dokładniej przyjrzeć się temu miejscu. Po przejechaniu niewielkiego odcinku drogi stan nawierzchni ulega gwałtownemu pogorszeniu. Jedziemy teraz bo drodze wysypanej tłuczniem. Prędkości rzędu 20 km/h wydają się tutaj dzikim pędem.

bieszczadzki worek

Bukowiec

Tocząc się wolniutko po niewygodnej nawierzchni i modląc się aby nie przebić opon ani nie uszkodzić zawieszenia samochodu docieramy wreszcie do miejsca, w którym zostawimy auto. Jest to parking nieopodal terenów dawnej wsi o nazwie Bukowiec. Dotrzemy do nich jeśli zdecydujemy się na spacer w kierunku pustego cerkwiska oraz resztek cmentarza. Nieopodal będziemy mogli odwiedzić również zbiorową mogiłę żołnierzy walczących w trakcie I wojny światowej. Po samych polach Bukowca nie pozostał niemal żaden ślad jako, że tereny wsi były po wysiedleniach poddawana bardzo intensywnej rekultywacji.

bieszczadzki worek

Beniowa

Tymczasem zostawiamy za sobą parking i kontynuujemy naszą wędrówkę dalej pieszo. Chcąc zdobyć Bieszczadzki Worek kierujemy się dalej ścieżką przyrodniczo-historyczną „W Dolinie Górnego Sanu” na tereny dawnej wsi Beniowa. Ukazują się one naszym oczom po pokonaniu niewielkiego wzniesienia. U naszych stóp leżą dawne pola uprawne, wśród których niepodzielnie króluje ponad 200-letnia lipa będą symbolem tego miejsca. Dostrzegamy też już wyraźnie kępę drzew, w której spodziewamy się odnaleźć miejsce po cerkwi oraz cmentarz. Po naszej prawej stronie nad wsią dominuje masyw Gniazda Tarnicy, po lewej stronie widzimy już tereny ukraińskie.

bieszczadzki worek

Zbliżywszy się do centrum wsi mamy okazję podziwiać z bliska sędziwą lipę. Dopiero z tej odległości robi ona prawdziwe wrażenie. Widzimy jej ogromne, liczne konary i odgałęzienia pnia. Siedząc na drewnianej ławce pod zasłoną jej liści nie sposób nie zastanawiać się jak wiele to drzewo widziało…

bieszczadzki worek

Niezwykle ciekawie prezentuje się także cerkwisko. Widzimy, że w stosunkowo dobrym stanie zachowała się podmurówka cerkwi pozwalająca dokładnie wyobrazić sobie jej dawna architekturę. Wrażenie robi także jej wielkość. Centralnym punktem cerkwiska jest tutaj niezwykła chrzcielnica lub podstawa pod chrzcielnicę z wyrytym na niej symbolem ryby. Pochodzi ona prawdopodobnie z czasów wczesnego chrześcijaństwa.

bieszczadzki worek

Wokół miejsca po cerkwi zachowało się także wiele bardzo ciekawych nagrobków z ujmującymi swoją prostotą oraz ponadczasowym znaczeniem symboli. Rozmiar cmentarza jest niemym dowodem na to jak duża musiała być kiedyś ta nieistniejąca już wieś. Dziś nagrobki skryte pod uginającymi się do ziemi konarami sędziwych drzew są jedynymi ocalałymi świadkami jej historii.

bieszczadzki worek

Sianki

Jeśli chcemy móc powiedzieć, że rzeczywiście zdobyliśmy Bieszczadzki Worek wówczas po Beniowej czas na Sianki. Ruszamy zatem dalej wcześniej obraną drogą w kierunku południowo-wschodniego krańca Polski. Ścieżka staje się na moment bardzo wąska i pnie się mozolnie przez nierówności terenowe oraz podmokły las aby wreszcie dotrzeć do szerokiej leśnej drogi. Maszerujemy nią teraz przez dłuższą chwilę to raz wnosząc się, to znów schodząc w niewielkie zagłębienia terenowe aby w końcu dotrzeć do miejsca biwakowego.

Skręcamy o 90 stopni w lewo i wchodzimy w gęsty las krocząc wąziutką ścieżynką umacnianą gdzieniegdzie drewnianymi kładkami. Od tego momentu naszej wyprawy mamy naprawdę nieodparte poczucie, że znajdujemy się na absolutnym końcu świata. Otacza nas jedynie nieprzebyty bór. Drzewa rosną tu tak blisko siebie, że stykają się gałęziami nie pozostawiając możliwości na swobodne przejście między nimi.

Folwark

Ścieżka kluczy wśród niewielkich wzniesień raz po raz obdarzając nas widokami na ukraiński brzeg Sanu. Widzimy go momentami jak na dłoni wraz ze słupkami granicznymi oraz budkami pograniczników. Po niedługim czasie docieramy do pierwszej z tutejszych atrakcji – ruin folwarku Stroińskich. Pozostały po nim dziś już bardzo nieczytelne ślady. Niezwykłe jednak wrażenie robi próba wyobrażenia sobie jak na tym dzisiejszym odludziu i w głuszy żyli kiedyś na co dzień ludzie.

Po minięciu folwarku ścieżka staje się o dziwo jeszcze węższa. Teraz pokonujemy błotnisty odcinek z licznymi śliskimi korzeniami i wkraczamy na właściwy teren dawnej wsi Sianki. Ślady po niej są zupełnie nieczytelne. Cały teren jest kompletnie pokryty roślinnością, drzewami, krzewami, w najlepszym razie wysokimi trawami. Widzimy tutaj na własne oczy, że natura już dawno odebrała sobie to, co niegdyś zostało jej zabrane.

Grób Hrabiny

Kolejna, i chyba największa atrakcja Sianek, to tzw. Grób Hrabiny, a więc grób hrabiny Klary i Franciszka Stroińskich. Znajduje się on na dawnym cmentarzu oraz w pobliży miejsca, w którym stała tutaj niegdyś cerkiew. Dziś miejsce to gdyby nie było oczyszczone z roślinności nie byłoby pewnie w ogóle widoczne, ani możliwe do odnalezienia.

bieszczadzki worek

Po zakończeniu podziwiania znajdującego się przy samej granicy cmentarza możemy ruszyć dalej przez pobliskie wzgórze w kierunku znajdującej się nieopodal śródleśnej polany w miejscu dawnych pól uprawnych, z której roztacza się widok na ukraińską część Sianek. Stojąc dziś tu pośród tego gąszczu drzew na końcu świata naprawdę trudno uwierzyć, że Sianki były w okresie międzywojennym znanym kurortem wypoczynkowym, w którym bywał nawet Józef Piłsudski. Dziś ze wsi po polskiej stronie nie zostało absolutnie nic. Powojenną zawieruchę przetrwało jedynie parę zabudowań po stronie ukraińskiej. Ścieżka widzie jeszcze dalej do umownych źródeł Sanu – kto nie opadł jeszcze z sił, ten zdecydowanie powinien odwiedzić to miejsce.

Bieszczadzki Worek – czy warto się tam wybrać?

Na koniec trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie czy warto w ogóle podejmować trud aby odwiedzić Bieszczadzki Worek? Odpowiedź, jak nietrudno się domyślić, jest oczywiście jak najbardziej twierdząca. Bieszczadzki Worek to wszak istna kwintesencja Bieszczadów. Znajdziemy tu chyba wszystko, za co kochamy te wspaniałe góry. Spotkamy tu zatem przede wszystkim oszałamiającą swoją bujnością dziewiczą przyrodę, piękne szlaki kluczące w bezkresnym pustkowiu, niezwykłe ślady bogatej historii tych ziem oraz widoki na masyw Gniazda Tarnicy. Słowem, Bieszczadzki Worek powinien naszym zdaniem zobaczyć każdy kto zostawił w Bieszczadach swoje serce…

Najciekawsze Bieszczadzkie Szlaki Dla Początkujących

Image25 września 2016 3 komentarze BlogBieszczady Aktywnie, Poradniki, Wycieczki
Bieszczadzkie szlaki dla poczatkujących

Najciekawsze Bieszczadzkie Szlaki Dla Początkujących

Post pod tytułem: „Najciekawsze bieszczadzkie szlaki dla początkujących” to kolejny z cyklu naszych krótkich poradników. Bieszczady uchodzą powszechnie za góry niskie i niezbyt wymagające. Kojarzone są często z Beskidem Niskim, Śląskim, czy Żywieckim. Co za tym idzie wielu turystów spodziewa się spotkać tam łagodne, niezbyt strome, zalesione szlaki prowadzące do szczytowych polanek ze schroniskami. To wyobrażenie okazuje się jednak być dalekie od prawy. W rzeczywistości Bieszczady to jedne z bardziej wymagających technicznie gór w naszym kraju.

Znajdziemy tu tonące w głębokim błocie i pełne śliskich korzeni górskie szlaki o nachyleniu nieraz dochodzącym do 45-50 stopni. Większość najbardziej interesujących ścieżek przebiega początkowo w gęstym lesie, w którym łatwo o zgubienie drogi po zmroku, aby później w partii szczytowej wyjść na połoninę, na której latem panuje nieznośny skwar, a jesienią niejednokrotnie zaskoczą nas tu gęste jak mleko mgły lub porywisty wiatr. Niczym nadzwyczajnym będą także tuta trasy, na których spędzimy 7 i więcej godzin. Słowem, wyprawa w Bieszczady, aby była udana i bezpieczna, musi być dobrze przemyślana i kompleksowo zorganizowana.

Co jednak jeśli w Bieszczady wybieramy się pierwszy raz, jesteśmy początkującymi turystami, jedziemy w góry z dziećmi albo po prostu nie mamy kondycji? Czy w takiej sytuacji jesteśmy skazani na spędzenie naszego wyjazdu w hotelu lub na spacerach po miejscowości, w której nocujemy? Absolutnie nie! Bieszczady oferują olbrzymią ilość możliwości aktywnego spędzania czasu w tym także dla osób niekoniecznie poszukujących wysokogórskich, trudnych wycieczek.

Wychodząc takim osobom naprzeciw prezentujemy nasz kolejny poradnik pod tytułem: „Najciekawsze bieszczadzkie szlaki dla początkujących”. Będą to przy tym szlaki, ścieżki, nieraz po prostu wiejskie drogi, którymi warto się przespacerować będąc w Bieszczadach po raz pierwszy i pragnąć poznać ten przepiękny zakątek naszego kraju. W trakcie takich przechadzek będziemy mogli zaznać wszystkiego co w Bieszczadach najlepsze. Będzie nas otaczała niesamowicie bujna i dzika przyroda, spotkamy zapewne niejedno zwierzę, będziemy mieli okazje podziwiać ślady ciekawej i trudnej bieszczadzkiej historii. Słowem, liźniemy tej niejednokrotnie przez nas podkreślanej bieszczadzkiej różnorodności, która tak bardzo przyciąga nas w te strony… Zapraszamy do lektury!

Sine Wiry i Zawój

Nasze najciekawsze bieszczadzkie szlaki dla początkujących zaczniemy od opisu Rezerwatu Sine Wiry oraz terenów nieistniejącej dziś wsi Zawój. Wędrówka w te okolicę, szczególnie w sezonie letnim, nie nastręcza żadnych problemów i poradzą sobie z nią zarówno osoby mniej zaawansowane technicznie, z gorszą kondycją, starsze, czy dzieci. Do samego wjazdu na szlak dostaniemy się bez problemu samochodem drogą na linii Terka-Dołżyca. Auto możemy zostawić przy drodze i dalej ruszyć pieszo po szerokiej, tylko miejscami wznoszącej się drodze.

Bieszczadzkie szlaki dla poczatkujących

Celem naszej wędrówki będą dwa miejsca. Pierwszym są same tzw. „Sine Wiry”, będące jednocześnie nazwą całego rezerwatu. Nazwą taką opisuje się tutaj przełom rzeki Wetliny pokonujące liczne progi skalne. Woda pieni się tutaj i kipi tworząc niezwykłe formy. Jest to ulubione miejsce fotografów przybywających tutaj chyba o każdej porze roku. Ruszając z miejsca gdzie zostawiliśmy samochód będziemy szli wygodną alejką dnem doliny i wzdłuż rzeki raz po raz mijając jej zakola stanowiące wspaniały temat do zdjęć.

Kogo nie zmęczy spacer w te okolicę ten może wybrać się dalej do drugiego z miejsc, które serdecznie polecamy. Są nim wspomniane już tereny dawnej bojkowskiej wsi Zawój, która istniała w tym miejscu aż do wysiedleń rdzennej bieszczadzkiej ludności z tych obszarów po okresie II wojny światowej. Dziś po wsi zostały już jedynie niknące w trawie i gąszczu drzew ślady dawnych zabudowań i pól uprawnych oraz dobrze rozpoznawalne cerkwisko na stromym wzgórzu wraz ze śladami cmentarza. Jak dotąd jest to jedno z tych miejsc w Bieszczadach, w którym poczucie zagubienia w czasie i przestrzeni oraz odcięcia od świata zewnętrznego było dla nas samych najbardziej przejmujące. Będąc tutaj trudno sobie wyobrazić jak żyli tu niegdyś ludzie i jakim sposobem historyczna zawierucha pozbawiła ich ich domostw na tym odludziu.

Łopienka

Łopienka to kolejne z serii bieszczadzkich miejsc magicznych. Dodatkowo wejście na szlak prowadzący w to miejsce znajduje się tuż obok tego, który prowadzi do Sinych Wirów i Zawoju. Oba położone są niemal obok siebie z tym, że przy wejściu na ścieżkę wiodącą do Łopienki znajduje się większy, dobrze wyznaczony i bardzo wygodny parking. Dostanie się w te strony samochodem jest samą przyjemnością.

Bieszczadzkie szlaki dla poczatkujących

Łopienka to kolejna z setek wysiedlonych i zniszczonych po wojnie wsi. Również i tutaj po historycznej zawierusze do naszych czasów nie przetrwało niemal nic z jednym wyjątkiem – dzięki kilku zbiegom okoliczności oraz olbrzymiej pracy wykonanej przez ludzi dobrej woli pragnących ocalić jak najwięcej z dawnej historii Łopienki mamy możliwość podziwiać zachowaną do dzisiaj przepiękną odrestaurowaną, murowaną cerkiew.

Przez lata cerkiew ta była jednym z głównych ośrodków kultu maryjnego w tej części dawnej Polski. Rokrocznie do Łopienki zmierzał pielgrzymki wiernych, a u stóp cerki odbywały się odpusty wraz z jarmarkiem, na którym można było nabyć przeróżne dobra od obwoźnych handlarzy. Po wojnie zaś opuszczona, zdewastowana cerkiew niszczała, a jej wyposażenie było rozkradane. Dopiero przypadek sprawił, że garstka zapaleńców zainteresowała się tym niezwykłym budynkiem i postanowiła własnymi siłami doprowadzić go do dawnej świetności.

Dziś, po wielu, wielu latach można powiedzieć, że życie na nowo zawitało do Łopienki. Cerkiew zwyczajowo jest zawsze otwarta, udostępniona do zwiedzania. Odbywają się tu msze, spotkania kulturalne i artystyczne. Uważne oko dojrzy nadal w okolicznych terenach ślady dawnych uprawnych pól tarasowych. Miłośnicy terenowych eksploracji w okolicznych zaroślach znajdą jeszcze wiele drzemiących w ziemi śladów dawnych zabudowań.

Krywe i Tworylne

Opisując najciekawsze bieszczadzkie szlaki dla początkujących nie sposób nie opisać terenów dwóch kolejnych, i tym razem już ostatnich na naszej liście, dawnych bojkowskich wsi. Myślimy tu przy tym o Krywym oraz Tworylnym. Ujmujemy te wsie razem w jednym punkcie jako, że leżą obok siebie, w dolinie meandrującego u podnóży Otrytu Sanu.

Bieszczadzkie szlaki dla poczatkujących

Do Krywego najłatwiej dostać się od strony Zatwarnicy jadąc szutrową drogą tak daleko jak pozwalają na to znaki. Resztę trasy pokonamy piesze schodząc w dół do doliny Krywego tworzącej swoistą nieckę. Do Tworylnego zaś dostaniemy się dojeżdżając samochodem na do mostu przy tzw. Starym Placu i dalej kierując się do wsi pieszo starą bojkowską ścieżką wiodącą pośród gęstych zarośli. Obie trasy nie nastręczają przy tym właściwie żadnych trudności i z powodzeniem mogą być pokonane przez początkujących piechurów.

Tereny obu dawnych wsi to dziś prawdziwe królestwo przyrody okraszone dodatkowo pamiątkami po bujnej historii tych okolic. W Tworylnym znajdziemy ruiny dworu i jego zabudowań, cerkwisko oraz pozostałości niemieckiej strażnicy z czasów II wojny światowej kiedy to wieś leżała na granicy niemiecko-sowieckiej. W Krywym także odnajdziemy pozostałości dworu i innych wiejskich zabudowań jednak nad wsią niepodzielnie królują ruiny wspaniałej murowanej cerkwi stojące na wzniesieniu w środku wsi. Będąc w Bieszczadach naprawdę koniecznie należy zobaczyć przynajmniej jedno z tych dwóch niepowtarzalnych miejsc.

Dwernik Kamień

Przedstawiając najciekawsze bieszczadzkie szlaki dla początkujących nie mamy oczywiście zamiaru mówić jedynie o dolinach i terenach wysiedlonych wsi choć takie wrażenie pewnie można było odnieść czytając początek niniejszego artykułu. Bieszczady przecież to przede wszystkim wspaniałe góry i olbrzymia ilość szlaków. Część z nich jest rzeczywiście dość trudna i wymagająca ale oczywiście możemy również znaleźć wiele propozycji dla osób mniej doświadczonych. Jedną z takich propozycji będzie z pewnością Dwernik Kamień.

Bieszczadzkie szlaki dla poczatkujących

Jest to stosunkowo mało znany szczyt, na który można się dostać na kilka sposobów albo z doliny Hylatego albo od strony Nasicznego. Dwernik Kamień niemal w całości pokryty jest gęstym lasem i jedynie sam szczyt daje możliwość podziwiania zaskakująco pięknych widoków niewielkiej polany. Cechą szczególną tej góry i wiodących nań szlaków jest fakt, że spotkamy na nich nawet w szczycie sezonu letniego stosunkowo niewielu turystów. Będziemy wędrować tutaj pośród sędziwych buków w ciszy i spokoju mogąc delektować się dzikim pięknem bujnej przyrody. Osobom początkującym szczególnie warto polecić łatwy technicznie szlak wiodący na Dwernik Kamień przez Magurę, którym biegnie jednocześnie Ścieżka Historyczno-Przyrodnicza „Hylaty”.

Chatka Puchatka

Pragnąc wymienić najciekawsze bieszczadzkie szlaki dla początkujących na sam koniec zostawiamy prawdziwą bieszczadzką perełkę jaką jest Schronisko PTTK na Połoninie Wetlińskiej potocznie zwane „Chatką Puchatka„. Miejsce to jest rokrocznie odwiedzane przez rosnące rzesze miłośników Bieszczadów. Można tu dotrzeć na kilka sposobów. Osobom początkującym polecamy szlak żółty z Przełęczy Wyżnej. Będzie to co prawda już normalna górska ścieżka, kamienista i cechująca się dość dużym nachyleniem ale niewielka odległość do pokonania do jej celu sprawia, że każdy powinien z nią sobie poradzić.

Bieszczadzkie szlaki dla poczatkujących

Do Chatki Puchatka warto wybrać się o każdej porze roku. Latem będzie tu oczywiście najtłoczniej ale jeśli mądrze zaplanujemy nasz górski wypad wówczas nawet i wtedy uda nam się spotkać tu bardzo niewielką ilość turystów i delektować się ciszą i spokojem. Jesień, zima i wiosna to feeria zmieniających się barw i przeróżnych zjawisk pogodowych następujących tutaj po sobie jak w kalejdoskopie. Świetnym pomysłem jest spędzenie chociaż jednej nocy w schronisku, podziwianie stąd zachodu oraz wschodu słońca. Nie odstraszają nawet surowe, nieco spartańskie warunki schroniska.

Bieszczadzkie szlaki dla początkujących – podsumowanie

Szlaków w Bieszczadach jest naprawdę wiele. Dodatkiem do nich są przeróżne ścieżki historyczno-przyrodnicze oraz zwykłe polne czy leśne drogi, którymi możemy swobodnie się poruszać. Tworzy to olbrzymi wachlarz przeróżnych możliwości na to jak zorganizować tutaj wycieczki. Również osoby początkujące nie będą zawiedzione – będąc w Bieszczadach wcale nie musimy zdobywać wysokich szczytów, możemy wybrać się po prostu na jedną z wielu spokojnych przechadzek pięknymi dolinami. Jeśli zależy nam na choć odrobinie górskich widoków wówczas również chwila spędzona nad mapą pozwoli zaplanować wypad, który będzie krótki i łatwy technicznie. Słowem, tak jak wiele razy już to podkreślaliśmy, Bieszczady dają niezliczone możliwości wypoczynku dosłownie każdemu. Za to właśnie tak bardzo je kochamy!

Halicz i Rozsypaniec przez Przełęcz Bukowską

Gallery21 września 2016 9 komentarzy BlogBieszczady Aktywnie, Wycieczki

Halicz i Rozsypaniec przez Przełęcz Bukowską

Halicz i Rozsypaniec to dwa wspaniałe szczyty, o których zdobyciu marzy chyba każdy miłośnik Bieszczadów. Problem z nimi polega jednak na tym, że aby tego dokonać musimy wybrać się na naprawdę długą i wymagającą wycieczkę. Szlak wiedzie dodatkowo w znacznej części przez odsłonięte połoniny. Latem doskwiera tu nieznośny skwar, po sezonie zaś często dzień jest już za krótki aby myśleć o tak długiej wyprawie. Słowem istnieje pewnego rodzaju okno czasowe przed sezonem letnim oraz zaraz po jego zakończeniu kiedy to wycieczka na Halicz i Rozsypaniec wydaje się najbardziej wygodna. My sami wybraliśmy się na podbój tego wymagającego szlaki w połowie września kiedy to widoczne są już pierwsze oznaki jesieni w górach ale pogoda jeszcze dopisuje. Zapraszamy do lektury!

Wołosate

Wołosate to jedna z setek dawnych bojkowskich wsi rozrzuconych po całym terenie Bieszczadów. Opustoszały one w większości na fali wysiedleń rdzennej ludności po II wojnie światowej z tym, że akurat do Wołosatego życie dość szybko powróciło. Dziś jest to niewielka osada leżąca naprawdę na końcu świata, blisko granicy naszego kraju. Wołosate, z racji swojego położenia u podnóży Tarnicy, uważane jest przy tym za jedną z najlepszych baz wypadowych na bieszczadzkie szlaki. Znajduje się tutaj ledwie kilka domów oferujących noclegi, sklep, parkingi dla turystów i wejścia na szlaki. My sami parkujemy samochód najdalej jak to możliwe, tuż przy starym cerkwisku i cmentarzu Wołosatego i wybieramy szlak czerwony aby ruszyć nim w kierunku Przełęczy Bukowskiej.

Przełęcz Bukowska

Przełęcz Bukowska to miejsce, z którego dalej szlakiem czerwony można kierować się na Rozsypaniec, a następnie Halicz. Kiedyś możliwa była również stąd wędrówka na Kińczyk Bukowski, ale niestety dzisiaj ten szlak jest zamknięty dla turystów. Problem z Przełęczą Bukowską polega na tym, że jest ona jak na warunki Bieszczadów naprawdę stosunkowo trudno dostępna. Aby się tu dostać należy mieć za sobą już szmat drogi z Przełęczy Goprowskiej albo wybrać się w długą wędrówkę z Wołosatego. My zdecydowaliśmy się właśnie na ten drugi wariant.

Idąc na przełęcz z tej strony czeka nas ładnych parę kilometrów mozolnej dreptaniny. Idziemy przy tym wąską drogą pokrytą starym, chropowatym asfaltem pośród gęstych zarośli i bez absolutnie żadnych widoków. Możemy się tu jedynie delektować otaczającą nas dziką i bujną przyrodą. W końcowej fazie podejścia na przełęcz nasza ścieżka przybiera znacznie na nachyleniu i szerokimi zakosami prowadzi nas wprost do stojącej na przełęczy wiaty. Do tego miejsca widoków praktycznie brak. Sama przełęcz jest też dość mocno zarośnięta, może nam posłużyć jedynie jako miejsce odpoczynku i nabrania sił przed dalszą drogą.

Halicz i Rozsypaniec

Rozsypaniec

Z Przełęczy Bukowskiej ruszamy dalej w kierunku na Halicz i Rozsypaniec, przy czym Rozsypaniec będziemy zdobywać jako pierwszy. Z samej przełęczy kierujemy się ku granicy lasu wąską, stromą dróżką mijającą imponujące wychodnie skalne. To właśnie na granicy lasu po raz pierwszy i po dobrych 8-10 km drogi nasze trudy po raz pierwszy zostają wynagrodzone. Jako, że zdobyliśmy już zdecydowaną wysokość, naszym oczom ukazuje się od razu oszałamiająca, wysokogórska panorama. Niemal u naszych stóp leży przepiękna Połonina Bukowską z widoczną ścieżką wiodącą na Kińczyk Bukowski. W oddali uzyskujemy daleki wgląd w kierunku Przełęczy Beskid oraz ukraińskiej części Bieszczadów i Karpatów.

Halicz i Rozsypaniec

Ruszamy dalej w kierunku pobliskiego szczytu Rozsypańca, a tym samym zdobywamy jeszcze trochę wysokości. Podnosi się zatem także nasz punkt widzenia i widoki są coraz bardziej zachwycające. Do dotychczasowej panoramy w kierunku południowym dołączają teraz widoki we wszystkich kierunkach. Widzimy zatem majestetyczny masyw Tarnicy z wyraźnie zaznaczoną Przełęczą Sidło oraz Tarniczką, głęboką Przełęcz Goprowską, poszarpany grzbiet Krzemienia oraz dominujący w całym masywie Halicz. Po prawej stronie w dolinie rozpościera się wspaniały widok na puste dziś miejsca po niegdyś ludnych wsiach usadowionych wygodnie nad Sanem. Jak na dłoni widzimy cerkiew w Sokolikach Górskich czy majestatyczną lipę w Beniowej będącą symbolem tej wsi. Na południu nadal nasz wzrok sięga dalego wgłąd terytorium Ukrainy – widzimy tu masyw Pikuja, Połoninę Równą i Borżawę.

Halicz i Rozsypaniec

Halicz

Z Rozsypańca ruszamy stromym zejściem w kierunku przełęczy oddzielającej ten szczyt od Halicza. Po jej osiągnięciu czeka nas jeszcze parominutowa, stroma wspinaczka po kamienistym szlaku na sam Halicz. Tutaj możemy spokojnie odpocząć na jednej z ustawionych ławek. Chwilowi przerwy w mozolnej jak dotąd wędrówce nadal towarzyszą wspaniałe widoki. Zbliżyliśmy się teraz do masywów Kopy Bukowskiej i Krzemienia, które widzimy jak na dłoni ze wszystkimi szczegółami. Wspaniale prezentuje się także oglądana z tej strony Tarnica.

Halicz i Rozsypaniec

Przełęcz Goprowska

Po zdobyciu szczytu Halicza można powiedzieć, że zaczynamy powoli wracać. Od tego miejsca przeważającym kierunkiem będzie powolna utrata wysokości. Czeka nas teraz zejście z Halicza, obszerny trawers Kopy Bukowskiej i zboczy Krzemienia oraz dotarcie na Przełęcz Goprowską. W trakcie tego dość długiego fragmentu wycieczki wraz z naszym zmieniającym się położeniem uzyskujemy coraz piękniejszy widok na masywy pozostawionych w tyle – dominuje tutaj Halicz i Rozsypaniec. W dole po naszej lewej stronie leży skryta w gęstym lesie Dolina Wołosatki. Nasze wędrówka zbiegła się akurat z rykowiskiem jeleni i cała wspomniana dolinka pobrzmiewała ich niesamowitymi odgłosami. Aż dziw bierze jak dużo musi być tych majestatycznych zwierząt w bieszczadzkich lasach.

Sama Przełęcz Goprowska, nazywana tak z uwagi na fakt, że przed laty istniała tu namiotowa dyżurka GOPR, to niezwykle głębokie obniżenie pomiędzy masywami Krzemienia i Tarnicy. Od niedawna istnieją to schody skonstruowane w obu kierunkach. Na samej przełęczy zaś mieści się przestronna i wygodna wiata, w której możemy odpocząć delektując oczy widokiem masywu Krzemienia.

Halicz i Rozsypaniec

Przełęcz Sidło i powrót do Wołosatego

Z Przełęczy Goprowskiej ruszamy w kilkunastominutową bardzo męczącą wspinaczkę schodami na Przełęcz Sidło oddzielającą szczyt Tarnicy od Tarniczki, miejsce, w którym zbiega się kilka szlaków. To stąd mamy przed sobą jedną z ostatnich w trakcie tej wycieczki możliwości podziwiania zapierających dech w piersiach widoków w kierunku na Krzemień, Halicz i Rozsypaniec, a także w drugą stronę w kierunku Połoniny Caryńskiej.

Po opuszczeniu przełęczy wchodzimy dość szybko w gęsty las, który pośród dość stromych i trudnych technicznie fragmentów trasy doprowadzi nas z powrotem wprost do Wołosatego. Ścieżka kończy się niemal w tym samym miejscu, w którym rozpoczęliśmy naszą wędrówkę – u stóp pustego dziś miejsca po stojącej tutaj niegdyś cerkwi.

Czy warto zdobyć Halicz i Rozsypaniec?

Na koniec warto się zastanowić czy Halicz i Rozsypaniec to ciekawe szczyty godne polecanie innym turystom? Odpowiadając na to pytanie należy przede wszystkim bardzo mocno podkreślić, że zdobycie tych dwóch szczytów to naprawdę mozolna wędrówka, której raczej nie polecalibyśmy początkującym miłośnikom gór. Nam samym przejście opisywanego szlaku zajęło 7 godzin, w trakcie których pokonaliśmy 19 km. Przy takich wielkościach jest chyba jasne, że nie jest to szlak, na który można by się wybierać z małymi dziećmi, bez kondycji czy właściwego przygotowania.

Opisywany szlak można oczywiście pokonać w odwrotnym do opisywanego przez nasz kierunku – my zdecydowaliśmy się na rozpoczęcie wędrówki od strony Przełęczy Bukowskiej głównie z uwagi na fakt, że chcieliśmy uniknąć utraty sił już na samym początku przy wspinaczce stromym niebieskim szlakiem na Przełęcz Sidło.

Oczywiście jeśli tylko poświęcimy choć chwilę naszego czasu na odpowiednie przygotowanie takiej wyprawy wówczas Halicz i Rozsypaniec odpłacą nam w postaci niezwykłych widoków, ciszy, mniejszej niż gdzie indziej ilości ludzi na szlaku, wspaniałej możliwości obcowania z bujną bieszczadzką przyrodą. Będzie to z pewnością jedna  tych górskich wycieczek, które na długo zapadają w pamięć.

Gdzie w Bieszczady na Weekend?

Image11 września 2016 1 Comment BlogPoradniki
Gdzie w Bieszczady na weekend

Gdzie w Bieszczady na Weekend?

Wyprawa w Bieszczady z roku na rok staje się coraz bardziej popularnym pomysłem na spędzanie urlopu. Turyści planują ją przy tym właściwie o każdej porze roku. Przeważa oczywiście sezon letni i okresy świąteczne ale coraz więcej przyjezdnych odwiedza te strony również jesienią, zimą czy wiosną. Bieszczady to także bardzo popularne miejsce docelowe wypadów dosłownie na kilka dni. Coraz więcej osób zadaje nam zatem jedno bardzo proste i podstawowe pytanie: gdzie w Bieszczady na weekend?

Od dłuższego już czasu tworzymy dla naszych czytelników serię praktycznych poradników, które mają za zadanie ułatwić planowanie wyjazdu w Bieszczady. Mogą być one pomocne szczególnie jesienią, gdy Bieszczady pełne są grzybów, dają możliwość długich spacerów wśród wzgórz skąpanych we wszystkim odcieniach czerwieni i żółci, a najpiękniejsze miejsca tych wspaniałych gór dzięki jesiennej aurze wyglądają szczególnie urokliwie. Poniżej prezentujemy zatem nasz kolejny, krótki tekst odpowiadający na stawiane przez Was bardzo często pytanie: gdzie w Bieszczady na weekend?

Co robić?

Bieszczady, co wielokrotnie podkreślamy, słyną ze swojej różnorodności. Przejawia się ona zmiennością pogody, klimatu, aury, pór roku, a także znajduje swój wyraz w olbrzymiej ilości atrakcji, jakie te góry nam zapewniają. Sprawiają one, że naprawdę jest tu co oglądąć i to niezależnie od pory roku czy nawet pogody. Dokładnie to samo możemy powiedzieć zastanawiając się nad tym gdzie jechać w Bieszczady na weekend.Gdzie w Bieszczady na weekend

Nawet jeśli przyjeżdżamy w te strony dosłownie na 2-3 dni możemy spokojnie pokusić się o wybranie się na wycieczkę jednym ze wspaniałych bieszczadzkich szlaków. My sami jedziemy nieraz w Bieszczady dosłownie „na dwie wycieczki w góry”. Przyjeżdżamy zwykle późno w nocy, poświęcamy dwa dni na górskie wędrówki, a trzeci dzień spędzamy już w całości na powrocie do domu.

Inne możliwości spędzania czasu w trakcie wyjazdu w Bieszczady na weekend jakie mamy do wyboru to oczywiście odpoczynek nad Jeziorem Solińskim, zwiedzanie tutejszych atrakcji oraz odwiedzanie zabytków świadczących o wielowiekowej bieszczadzkiej historii, czy wreszcie wszelkie formy aktywnego wypoczynku, jak np. spacery z psem czy wycieczki rowerowe. W Bieszczadach nie można się nudzić!

Gdzie nocować?

Zastanawiając się gdzie jechać w Bieszczady na weekend możemy spać spokojnie jeśli chodzi o ilość dostępnych miejsc noclegowych. Z roku na tok przybywa ich tutaj wszak coraz więcej i obecnie trudnością właściwie nie jest już znalezienie lokum, a raczej jego wybór spośród olbrzymiej oferty domków czy agroturystyk. Należy zatem zatrzymać się jedynie chwilkę nad opowiedzeniem sobie na pytanie gdzie najlepiej nocować z uwzględnieniem tego, co zamierzamy robić w Bieszczadach.

Gdzie w Bieszczady na weekend

Tego typu poszukiwania są przy tym bardzo proste. Gdzie indziej będziemy szukać noclegu jeśli zamierzamy spędzić nasz weekend w Bieszczadach na górskich wędrówkach (Wetlina, Ustrzyki Górne, Smerek), gdzie indziej jeśli chcemy odpocząć nad brzegiem Jeziora Solińskiego (Solina, Polańczyk), jeszcze gdzie indziej jeśli szukamy ciszy i spokoju (np. dolina Sanu u podnóży Otrytu). Niezależnie od tego co wybierzemy będziemy mile zaskoczeni olbrzymią ilością dostępnych miejsc noclegowych.

Co zobaczyć?

Gdzie w Bieszczady na weeekend? Części odpowiedzi na to pytanie mamy już za sobą, zastanówmy się teraz zatem co warto zobaczyć w Bieszczadach. Tu znów wszystko zależy od tego, co będzie nas interesowało przede wszystkim w trakcie tych kilku dni spędzonych w górach. Po raz kolejny zaskoczy nas ilość dostępnych możliwości.Gdzie w Bieszczady na weekend

Jeśli pasjonują nas górskie wędrówki wówczas jeden weekend w Bieszczadach nie wystarczy na zobaczenie wszystkiego co te wspaniałe góry mają nam do zaoferowania. Na pewno warte polecenia są szlaki na Tarnicę, Połoninę Wetlińską z legendarnym niemal schroniskiem „Chatką Puchatka”, Połoninę Caryńską, czy Rawki. Ze szlaków mniej znanych godny polecenia jest na pewno Dwernik Kamień.

My sami najchętniej spędzamy każdą wolną chwilę w Bieszczadach na tropieniu śladów niezwykłej bieszczadzkiej historii. W naszych wyjazdowych planach nie może zatem zabraknąć odwiedzin cerkwi w Smolniku nad Sanem, kirkutu w Lutowiskach, czy terenów nieistniejących już dzisiaj wsi Krywe czy Tworylne. Wspaniałe są także inne bieszczadzkie cerkwie. Ich odnajdywanie samo w sobie może być wspaniałą przygodą.

Czy warto jechać w Bieszczady na weekend?

Bieszczady to bardzo odległy zakątek kraju leżący na uboczu. Wiele osób chcąc tutaj dotrzeć ma do pokonania kilkaset kilometrów i wiele godzin spędzonych w drodze. Można zatem zapytać czy warto jechać w Bieszczady na weekend? Czy w ogóle jest sens podejmować trud dotarcia w te strony dysponując zaledwie 2-3 wolnymi dniami.Gdzie w Bieszczady na weekend

Wszystko zależy oczywiście od tego w jaki sposób jedziemy w Bieszczady oraz od tego jak bardzo taka podróż jest dla nas uciążliwa, jednak naszym zdaniem warto podjąć trudy takiego wyjazdu nawet jeśli możemy spędzić tylko 2-3 dni w górach. Sami de facto kierujemy się taką właśnie zasadą. Wielokrotnie bierzemy przynajmniej jeden dzień wolnego w pracy i zarywamy powiedzmy czwartkową noc tak, aby dotrzeć w Bieszczady nieraz nawet nad ranem, ale móc cieszyć się piątkiem i sobotą spędzoną w naszych ukochanych stronach. Niedzielę poświęcamy zwykle na powrót do domu. Wielokrotnie próbowaliśmy jeździć w inne, bliższe nam geograficznie strony, jednak zawsze tęskniliśmy za górami. Dlatego właśnie postanowiliśmy zaakceptować trudy dojazdu w Bieszczady ale bywać tam jak najczęściej.

Dla wielu osób niewyobrażalne jest dodatkowo, aby być w Bieszczadach tylko raz w roku w trakcie tygodniowego, czy dwutygodniowego urlopu. My sami do takich osób się zaliczamy. Wolimy wybrać się w Bieszczady kilka, kilkanaście razy w roku. Jeden wyjazd w te strony w roku nie jest dla nas opcją – tęsknimy za bardzo za Bieszczadami o innych niż lato porach roku. Do szału doprowadzają nas zdjęcia innych turystów z przeróżnych pór roku gdy sami nie możemy odwiedzić naszych ulubionych stron. Dlatego właśnie wybieramy się tam dosłownie co kilka tygodni.

Nasze częste, ale krótkie wyjazdy w Bieszczady jeszcze nigdy nas nie zawiodły. Pasjonuje nas odwiedzanie nawet tych samych miejsc dosłownie co kilka tygodni i obserwowanie zmian w przyrodzie zachodzących w górach. Mamy kilka takich wyjątkowych, magicznych dla nas miejsc, w które bezustannie wracamy. To właśnie tam znikamy przed całym światem, odzyskujemy wewnętrzny spokój i w pełni odpoczywamy. Tego i Wam życzymy w trakcie wypadów w Bieszczady na weekend!

Older postsNewer posts
 Najnowsze wpisy 
  • 4 Pomysły na Ferie w Bieszczadach
  • Gdzie Najlepiej Jechać na Urlop w Bieszczadach?
  • Jak się spakować na wakacje w Bieszczadach?
  • 5 Pomysłów Na Lato w Bieszczadach
  • Bieszczadzkie Sacrum
 Popularne Wpisy 
bieszczadzkie szlaki
3 Najpiękniejsze Bieszczadzkie Szlaki Dla Każdego
173,904 odwiedzin
gdzie sie zatrzymac w bieszczadach
Gdzie Się Zatrzymać W Bieszczadach
102,263 odwiedzin
Co robic w Bieszczadach z dziecmi
Co Robić w Bieszczadach z Dziećmi – 7 Propozycji
101,416 odwiedzin
 Facebook 
Facebook
 Tagi 
PoradnikiBieszczady AktywnieHistoria BieszczadówAtrakcjeWycieczkiDawne wsieBojkowieEtnografiaNoclegiKryweŁopienkaSmolnik nad SanemCerkwieTworylneLutowiskaKirkut w LutowiskachBystreSolinaJezioro Solińskie
 Nasze Bieszczady 
  • O nas
  • Regulamin Sklepu
  • Polityka Prywatności
  • Współpraca
  • Kontakt
2015-2019 © Nasze Bieszczady
Serwis wykorzystuje pliki cookies. Podczas pierwszej wizyty na stronie wyświetlana jest Ci informacja na temat stosowania plików cookies. Zaakceptowanie i zamknięcie tej informacji oznacza, że wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies zgodnie z postanowieniami polityki prywatności serwisu (link u dołu strony). Zgodę zawsze możesz wycofać, usuwając pliki cookies oraz zmieniając ustawienia plików cookies w Twojej przeglądarce. Pamiętaj jednak, że wyłączenie plików cookies może powodować trudności w korzystaniu ze strony, jak również z wielu innych stron internetowych, które stosują cookies. Dowiedz się więcej.